Skoro nie ma już tak naprawdę matki i ojca, bo ojcowie stają się jedynie “duplikatami matek”, wówczas argument o potrzebie wychowywania dzieci przez obojga rodziców różnych płci traci na wyrazistości. W takiej sytuacji przynajmniej teoretycznie “wystarczą” dwaj wrażliwi “tatusie” o matczynych cechach. Taki związek będzie uważany nawet za “lepszy”, gdyż będzie wolny od tradycyjnie męskiego archetypu kulturowego opartego na walce.
W dawnych społeczeństwach ojciec uczył syna sztuki myśliwskiej, przyuczał do rzemiosła lub prac polowych. Obecnie tę rolę przejęła na ogół szkoła, czasami media. Wykonujący najemną pracę poza miejscem zamieszkania nie ma kiedy pokazać synowi w czym naprawdę jest dobry, zademonstrować swoich umiejętności czy wiedzy zawodowej (fakt ten odnotowuje o. Józef Augustyn SJ).
Jednocześnie syn dzięki mediom, a głównie poprzez obcowanie codzienne z internetem, dorasta w przekonaniu, że nie są mu już potrzebne rady ojca. Wpisując bowiem odpowiednie słowa w wyszukiwarkę natychmiast otrzymuje poszukiwaną odpowiedź. Tym samym zastępuje ona ojca, który przestaje mu być potrzebny.