poniedziałek, 26 lipca 2010

W poszukiwaniu utraconego ojca

Skoro nie ma już tak naprawdę matki i ojca, bo ojcowie stają się jedynie “duplikatami matek”, wówczas argument o potrzebie wychowywania dzieci przez obojga rodziców różnych płci traci na wyrazistości. W takiej sytuacji przynajmniej teoretycznie “wystarczą” dwaj wrażliwi “tatusie” o matczynych cechach. Taki związek będzie uważany nawet za “lepszy”, gdyż będzie wolny od tradycyjnie męskiego archetypu kulturowego opartego na walce.

W dawnych społeczeństwach ojciec uczył syna sztuki myśliwskiej, przyuczał do rzemiosła lub prac polowych. Obecnie tę rolę przejęła na ogół szkoła, czasami media. Wykonujący najemną pracę poza miejscem zamieszkania nie ma kiedy pokazać synowi w czym naprawdę jest dobry, zademonstrować swoich umiejętności czy wiedzy zawodowej (fakt ten odnotowuje o. Józef Augustyn SJ).

Jednocześnie syn dzięki mediom, a głównie poprzez obcowanie codzienne z internetem, dorasta w przekonaniu, że nie są mu już potrzebne rady ojca. Wpisując bowiem odpowiednie słowa w wyszukiwarkę natychmiast otrzymuje poszukiwaną odpowiedź. Tym samym zastępuje ona ojca, który przestaje mu być potrzebny.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Jeszcze o metodzie M. Montessori

Pod koniec czerwca zamieściłem na tym blogu krytyczny artykuł na temat pedagogiki M. Montessori. W odpowiedzi p. Rafał Szczypka napisał tekst polemiczny na blogu bycrodzicami.pl. W moim przekonaniu argumenty przedstawione przez Polemistę nie naruszyły fundamentów mojej krytycznej oceny omawianego systemu.

Do argumentów Pana R. Szczypki odniosłem się w komentarzach. Niemniej, aby uniknąć zarzutu o lekceważenie autora tekstu polemicznego,  jeszcze raz odnoszę się do ważniejszych tez tego artykułu.
Nowym Czytelnikom przypomnę sedno sporu. Postawiłem tezę, że pedagogika M. Montessori odwołuje się do naturalizmu pedagogicznego, czyli poglądu, iż człowiek jest z natury dobry (nota bene jest to pogląd niezgodny z nauczaniem chrześcijańskim). Zaznaczam, że nie jest to teza odkrywcza. Do nurtu naturalistycznego metodę Montessori zalicza np. W. Okoń w popularnym „Słowniku pedagogicznym”. Przy czym pozostawiam, jako kwestię otwartą, formę owego zauroczenia naturalizmem.

środa, 14 lipca 2010

Komorowski a edukacja

Wybór Bronisława Komorowskiego na Prezydenta RP i tym samym umocnienie władzy Platformy Obywatelskiej w Polsce nie wróży dobrze rozwojowi edukacji klasycznej. Trzy lata rządów PO zaowocowały fundamentalnymi zmianami prawnymi, które były milowymi krokami w pełzającej, szkolnej rewolucji.

Pierwszym krokiem jest obniżenie wieku rozpoczynania obowiązku szkolnego i wysłanie sześciolatków do szkoły, co wiąże się z marginalizowaniem wpływu rodziców na wychowanie dzieci.

Drugim - wprowadzona nie tak dawno, podpisana w trakcie kampanii wyborczej przez p.o prezydenta, ustawa zakazująca fizycznego karania łobuzów. Mamy tu kolejny przykład ograniczania wpływu rodziców na wychowanie oraz nieżyciowego i nierealistycznego gniota prawnego.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Eutrapelia

W związku z rozpoczynającym się czasem wakacji przypominam artkuł na ten temat, który ukazał się  się w 29 numerze kwartalnika „CYWILIZACJA”, pt. : "Eutrapelia - rozrywka czy zabawa?"

Zabawa odgrywa ważną rolę w życiu ludzkim. Jej znaczenie dostrzegła już starożytna paideia. Greccy filozofowie wskazując podstawy wychowania człowieka, wśród wielu różnych cnót wymieniali również dźwięcznie brzmiącą eutrapelię. Co prawda, przy takich sprawnościach moralnych jak męstwo, roztropność czy sprawiedliwość pozostawała ona na drugim planie – niemniej jej istnienie zauważono. Dostrzegli ją nie tylko starożytni mędrcy, ale również średniowieczni teologowie, jak np. św. Tomasz z Akwinu. Eutrapelia dosłownie oznacza żartobliwość, wesołość.

Św. Tomasz określa ją łacińską nazwą iucunditas (dowcipność), ewentualnie bona conversatio (dobra rozmowa towarzyska). Najbliżej jej do kardynalnej cnoty umiarkowania, usprawniającej popęd do przyjemności; jest zatem umiejętnością dobrej zabawy. Arystoteles definiuje omawianą cnotę właśnie jako umiejętność bawienia znajomych, ale i „doznawania radości z dowcipu”. Warto zwrócić uwagę, iż w iucunditas występują niejako dwa momenty: czynny i bierny. Z jednej strony mamy wyuczone działanie, polegające na umiejętności rozweselania towarzystwa, a z drugiej – umiejętne reagowanie na dowcip.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Jaskinia Platona a matura z matematyki

W koncepcji Platona dzięki naukom matematycznym (dawne quadrivium), człowiek zamieszkały w jaskini i widzący wokół siebie tylko cienie, mógł odkryć "wzór" (rachunek), wedle którego Demiurg tworzył kosmos.

Zwolennicy matematyzacji szkolnictwa, to często świadomi lub nie kontynuatorzy platońskiej tradycji filozoficznej . W nowszych wersjach filozofia ta została odpowiednio zrekonstruowana tak, że sam Platon z wieloma swoimi naśladowcami byłby dzisiaj w sporze. Niemniej wyżłobił koryto, którym popłynął ważny nurt filozofowania. Rzeczywistość jest w nim niepoznawalna, a poznawalne są tylko wytwory naszego umysłu - idee, które z czasem rozbudowują się w fantomy zwane ideologiami (socjalizm, komunizm, nazizm, liberalizm itp.)

czwartek, 17 czerwca 2010

Religia w szkole - kontekst sporu

W odpowiedzi na ostatni wyrok  Trybunału w Strasburgu  w sprawie nauczania  religii w polskich szkołach, przypominam mój starszy tekst, analizujący ten problem. Jego pierwotny tytuł brzmiał: Wliczanie oceny z religii do średniej - ideologiczny kontekst sporu.

W ustawie o systemie oświaty z 7 września 1991 roku zagwarantowano prawo do nauczania religii w szkołach. Szczegółowe zasady reguluowały kolejne rozporządzenia ministrów. Do tej pory nie wliczano ocen z religii do średniej. Rozporządzenie ministra Romana Giertycha z dnia 13 lipca 2007 r. wprowadza istotne novum, czytamy w nim bowiem między innymi: „Uczniowi, który uczęszczał na dodatkowe zajęcia edukacyjne lub religię albo etykę, do średniej ocen (…) wlicza się także oceny z tych zajęć”.

W odpowiedzi Sojusz Lewicy Demokratycznej zaskarżył powyższy zapis do Trybunału Konstytucyjnego, twierdząc, iż jest on niezgodny z Konstytucją. Równocześnie w prasie ukazało się mnóstwo alarmistycznych tekstów, które straszyły ograniczeniem praw obywatelskich.