piątek, 28 maja 2010

Jedyna szansa dla szkoły

W minionym stuleciu, w imię praktycyzmu zrezygnowano z kształcenia klasycznego, takiego z literaturą antyczną, łaciną i greką. Twierdzono, że to jałowa wiedza, nieprzydatna dla komsomolca czy “Europejczyka”.

Jednak obserwując przemiany edukacyjne przełomu XX i XXI wieku nasuwa się przypuszczenie, że powrót do szkoły klasycznej jest jedyną szansą na ocalenie szkolnictwa w tradycyjnej postaci. Przy naporze ogromu nowej wiedzy, funkcjonowanie szkoły w obecnej formie mija się z celem.

Dlaczego? Oto przykład. Osobiście mam ustawione w czytnikach RSS kilka portali psychologicznych i dziennie spada na mój pulpit średnio ok. 40 nowych informacji o badaniach nad ludzką psychiką. Bez wątpienia w innych dziedzinach wiedzy jest podobnie. Jak za tym wszystkim nadążyć? Jak włączać nowe odkrycia do programów szkolnych? Jeśli nawet przyjmiemy, iż nie jest to zawsze wartościowa wiedza, to nawet wyselekcjonowana będzie niesłychanie obciążała podręczniki. 

poniedziałek, 24 maja 2010

Czy sześcioletnie dzieci powinny uczyć się matematyki?

Dyskusja nad miejscem matematyki w programach szkolnych powraca cyklicznie w debatach oświatowych. W nawiązaniu do tej dyskusji omawiam artykuł  amerykańskiego propagatora edukacji klasycznej Harveya Bluedorna, ściśle związany z tym zagadnieniem. 

Wspomniany Autor analizując literaturę przedmiotu w tekście pt. "Formal Arithmetic at Age Ten, Hurried or Delayed?", doszedł do przekonania, że w starożytności i średniowieczu w zasadzie nie uczono arytmetyki na poziomie podstawowym. Do jej nauczania przystępowano dopiero w wieku 15 - 18 lat (w ramach trivium to okres retoryki). 

czwartek, 20 maja 2010

Mistrz i fachowiec

Św. Tomasz z Akwinu definiuje nauczyciela jako czynnego-kontemplatyka, który w odosobnieniu odkrywa prawdę i następnie przekazuje ją swoim uczniom. Gdy jedni prowadzą działalność praktyczną, a drudzy kontemplacyjną (mnisi), on łączy w sobie te dwie funkcje. Przy pomocy kontemplacji poszukuje prawdy, by następnie dzielić się nią ze swoimi uczniami[1].

Niemniej zanim ukształtował się taki model Mistrza, rola nauczyciela nie zawsze była tak jednoznaczna. Paidagogos często bywał zwykłym niewolnikiem, pełniącym zadania służebne i opiekuńcze wobec dziecka. W pewnym okresie w starożytnym Rzymie mógł nim zostać po prostu nieudacznik życiowy. Wystarczyło, że w stopniu elementarnym posiadł sztukę czytania i pisania [2]. Nie cieszył się on wielkim prestiżem i daleko mu było do średniowiecznego ideału moralnego.

poniedziałek, 17 maja 2010

Młodzież a kłamstwo

Zbuntowana młodzież posiada zadziwiającą łatwość rozmijania się z prawdą. Wielu młodych ludzi kłamie niemal automatycznie, uważając ten sposób postępowania za naturalną broń  w walce z "silniejszym wrogiem", tzn. dorosłymi.  Kłamstwo dotyczy zazwyczaj  zachowania, obowiązków szkolnych czy relacji z rodzicami.

Jednocześnie słyszy się diagnozy, że omawiana wada jest ubocznym skutkiem okresu "buntu młodzieńczego", czyli zmian związanych z dojrzewaniem. W konsekwencji - jak się sugeruje - może wynikać ze specyficznego stanu mózgu w tym okresie czy wiązać się z procesami zachodzącymi w organizmie.

środa, 12 maja 2010

Dlaczego obywatele Unii mają uczyć się języków?

Przypominam artykuł sprzed kilku lat dotyczący celów nauczania języków w Unii Europejskiej.

Do konieczności nauki języków obcych chyba nikogo nie należy przekonywać Dokumenty Unii Europejskiej odnoszące się do polityki edukacyjnej kładą duży nacisk na naukę języków obcych. Wydawać by się mogło, że jest to jeden z nielicznych postulatów (pomysłów), który muszą popierać nawet osoby sceptycznie nastawione do filozofii oświatowej Unii Europejskiej. Jednak przy głębszej analizie tematu można dojść do wniosku, że politycy Unii nawet ten obszar kształcenia potrafili wykorzystać do realizacji swojej polityki.

Znajomość języka obcego sprzyja podniesieniu ogólnego, wszechstronnego rozwoju intelektualnego danej osoby, czy to przez czytanie czy porozumiewanie się w obcym języku. W dokumentach Unii trudno jednak znaleźć wzmiankę o tej funkcji znajomości języków, akcentuje się wyłącznie jego funkcje użyteczno-ekonomiczne oraz wykorzystuje do realizacji celów ideologicznych.

środa, 5 maja 2010

Badania PISA a edukacja klasyczna

W kontekście egzaminów maturalnych i dyskusji nad aktualnym stanem polskiej oświaty przypominam mój starszy tekst dotyczący międzynarodowych badań PISA.

Na początku grudnia 2007 roku ogłoszono wyniki ostatniej edycji Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności (PISA) przeprowadzanych w 57 krajach na zlecenie OECD. Badania sprawdzają poziom edukacji piętnastoletniej młodzieży pod kątem umiejętności matematycznych, przyrodniczych oraz czytania ze zrozumieniem. Najlepsze wyniki uzyskuje tradycyjnie Finlandia i niektóre państwa azjatyckie, takie jak Honkong czy Korea Południowa. Co ciekawe, Polska - w porównaniu z poprzednim raportem z 2003 r.– poprawiła nieco swoją pozycję w rankingu.

Badania PISA są uznawane za prestiżowe i rządy poszczególnych krajów przykładają do nich dużą wagę. Powstaje ogólne wrażenie, że mierzą one rzeczywisty poziom wykształcenia poszczególnych nacji, co jest wrażeniem mylnym.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Klasyczne nauczanie: domowe czy szkolne?

Czy można postawić tezę, że edukacja domowa bardziej odpowiada klasycznemu duchowi nauczania, niż kształcenie zbiorowe na terenie szkoły? Innymi słowy: czy dopuszczalna jest alternatywa wedle której nauczanie domowe będzie kwalifikowane jako prawicowe, a szkolne jako lewicowe?

W jednym z ostatnich wpisów przedstawiłem poglądy Kwintyliana na temat nauczania domowego. Rzymski retor bronił formy zbiorowej z uwagi na jej wyższą skuteczność w przypadku kształcenia mówcy. Widzimy zatem, że już od czasów starożytnych, szkoła czy może raczej coś co ją przypominało, funkcjonowała jako równoległa do kształcenia domowego forma nauczania, a z czasem zdobyła nawet większą popularność.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Katolik, pieniądze i wychowanie

Czy rodzice katoliccy powinni zaszczepiać dzieciom umiejętność zdobywania pieniędzy? Czy jest to w ogóle umiejętność chrześcijańska? Słowem - jak edukować finansowo, by z jednej strony dziecko mogło w przyszłości zarobić na swoje utrzymanie, a z drugiej - nie przekroczyło niewidzialnej granicy, po której jest już tylko zwykła próżność i chciwości? 

Dużą popularnością cieszy się ostatnio w internecie książka Roberta Kiyosaki (przy wspołautorstwie Lechter Sharon), pt. Bogaty ojciec, biedny ojciec. Książka podszyta jest trochę nutą niezdrowej sensacyjności, niemniej niejeden recenzent uznaje ją za przełomową w swoim życiu (co ciekawe, słowa uznania można wyczytać także na portalach katolickich.)

Kiyosaki stawia tezę, że szkoła nie prowadzi dzieci do bogactwa i niezależności finansowej. Powtarzane jak refren powiedzenie rodziców: "ucz się, a do czegoś dojdziesz" - nie sprawdza się w dzisiejszych czasach. Autor uważa, że ludzie uczą się, a w wielu przypadkach i tak pozostają biednymi lub żyją w niedostaku. 

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

M. Montessori - wypisy z biografii

Problem pedagogiki Marii Montessori budzi sporo kontrowersji, nawet wśród samych  katolików. Z jednej strony mamy  nieprzejednanych zwolenników (istnieją przedszkola i szkoły katolickie w oparciu o jej system), z drugiej  - krytykowana jest za dosyć mglistą filozofię, która stoi za jej systemem wychowawczym.

Zanim w jednym z kolejnych wpisów zajmę się podstawami filozoficznymi edukacji montessoriańskiej, dzisiaj zatrzymam się jedynie na kilku wątkach biograficznych z życia włoskiej lekarki, które mają niewątpliwie związek z jej poglądami pedagogicznymi.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Kwintylian jako przeciwnik edukacji domowej

Słynny rzymski retor i teoretyk wychowania Marek Fabiusz Kwintylian sprzeciwiał się nauczaniu dzieci w domu. Kontekst oczywiście jest inny, bo inne są czasy. Niemniej argumenty wysuwane przez tego Autora pozwalają  spojrzeć na problem edukacji domowej z nieco innej perspektywy.

W swoim dziele "Kształcenie mówcy" (tłum. M. Brożek, Warszawa 2002) Kwintylian  zbija  argumenty zwolenników nauczania dzieci  w domu. Najpierw neguje tezę, jakoby główną przyczyną nagannych zachowań chłopców było  zbiorowe wychowanie w szkole. 

Rzymski pisarz przyznaje, że dobrym mówcą może być tylko człowiek szlachetny. Ale jednocześnie kwestionuje tezę, jakoby początkiem złego zachowania chłopców była szkoła. Według niego błędy popełniają przede wszystki zbyt pobłażliwi rodzice: "Czegóż w wieku dorosłym nie zechce się temu, kto w purpurach raczkował?" - zauważa. Dalej zaś dodaje: "Pierwej też podniebienie dzieci wyrabiamy niż mowe. W lektykach nam dorastają."