Minister Katarzyna Hall podpisała rozporządzenie dzięki, któremu przedszkola, szkoły i placówki publiczne, będą mogły prowadzić dzienniki w formie elektronicznej. Tak przy pomocy jednego podpisu Polska szkoła wkroczyła dumnie w XXI wiek.
W Polsce jedynie 0,3 % szkół prowadzi e-dzienniki. Jednak do tej pory musiały one dodatkowo posługiwać się również wersję papierową. Nowe rozporządzenie określa między innymi warunki korzystania z tej formy zapisywania informacji o postępach w nauce ucznia. Głównie chodzi tu o spełnienie wymogów bezpieczeństwa i ochrony danych osobowych.
Wszystko pięknie, tylko jest jeden problem. Warunkiem wdrożenia rozporządzenia jest uzyskanie przez szkoły zgody... organu prowadzącego. Wiadomo – odpowiednie szkolenia dla dyrektorów i nauczycieli oraz oprogramowanie kosztuje. Dlatego nie każdą gminę czy powiat będzie stać na nowy wydatek. Zwłaszcza, że w projektach budżetów nie brano pod uwagę takiego punktu. Prawdopodobnie bogatsze miasta jakoś sobie poradzą, mniejsze, biedniejsze, będą miały problem.
Dlatego też rzeczywiste wdrożenie rozporządzenia na szerszą skalę będzie możliwe dopiero od następnego roku szkolnego (tzn. 2010/2011).
wtorek, 21 lipca 2009
niedziela, 19 lipca 2009
Acedia, czyli o smutku, nudzie i melancholii
W literaturze ascetycznej szczególne znaczenie przypisywano pewnej, niezbyt znanej dziś wadzie. Około południa, gdy słońce zatrzymywało się nad głowami pustelników ogarniało ich dziwne zniechęcenie. Święty Tomasz zauważył, że w południe, poszczący od rana mnisi przechodzą pierwszy kryzys, który rzutuje na ich życie duchowe. Niewątpliwie może to być jedno z wyjaśnień fenomenu acedii, ale z całą pewnością ma ona jeszcze inne przyczyny.
Acedia w języku polskim była oddawana różnie, jako: zniechęcenie, beznadziejność, zgorzkniałość, oziębłość, anemia duchowa, melancholiczność czy po prostu lenistwo. Z tym ostatnim mylono ją nader często.
Lenistwo a acedia
Acedia jest smutkiem „z powodu dobra duchowego”, które z jakiś względów przestaje pociągać. Paradoks polega na tym, że modlitwa, perspektywa wieczności, praca nad samodoskonaleniem, powinna wywoływać radość, a nie smutek (św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, II-II q.35, a.1). Niestety, człowiek traci motywację do duchowej walki o Niebo, a także miłość do ludzi i, w końcu, do samego siebie. Stan ten w literaturze określano mianem melancholii, nudy, spleenu.
Lenistwo (segnities – także gnuśność, opieszałość, czy powolność) z kolei jest bojaźnią (lękiem) przed trudem. Jego korzenie są bardziej prozaiczne, przyziemne (TENŻE, Sum. teol., I-II, q. 41, a.4.). Generalnie bierze się z miękkości (mollities), rozpieszczenia i wygodnictwa (delicia).
O ile więc zniechęcenie ma kłopot z celem, to lenistwo ze środkami, które do niego prowadzą. Pomimo tych różnic, jak wspomniano przed chwilą, obie wady są wymieniane zamiennie. Wynika to z faktu, iż zachodzą między nimi wielorakie zależności i w praktyce trudno je rozdzielić. Bo czyż tracąc wizję, cel, perspektywę (czyli popadając w zniechęcenie), nie słabną równocześnie siły duchowe i nie pojawia się niechęć do wysiłku? Niechęć ta (rozleniwienie) sprzyja z kolei nasileniu się zwątpienia, apatii i buntu („po co męczyć się, czy to właściwie ma sens?”).
Ciekawość, "horror loci" i rozpacz
Zazwyczaj w początkowych objawach zniechęcenia dusza poszukuje „niewinnych” przyjemności umysłu. Pojawia się niezdrowa ciekawość (curiositas, jako przeciwieństwo studiositas – naukowego, pilnego poszukiwania prawdy), która współcześnie przejawia się karmieniem umysłu newsami: nałogowym słuchaniem i oglądaniem wiadomości oraz przeglądaniem serwisów internetowych.
Również wykonywanie codziennych prac domowych czy zawodowych, gdy nie jest realizowane w odniesieniu do Boga, może w pewnym momencie prowadzić do pochłonięcia sprawami tego świata i osłabić motywację. Zdrowa duchowość wymaga zwracania się myślą do Boga nie tylko rano i wieczorem, ale także w ciągu dnia, przy okazji różnych prac, jak chociażby przed rozpoczęciem pracy czy posiłku. W przeciwnym razie przeniesienie akcentu na sprawy światowe prowadzi do utraty właściwego celu i osłabienia sił duchowych, wiodąc prosto do odstąpienia od obowiązków.
Jednym z przejawów acedii jest stan zwany „horror loci” („zgroza miejsca”). Curiositas połączona z niepokojem przenosi się niejako na zewnątrz. Owładniętego tym stanem cechuje swoista „nadpobudliwość ruchowa”. Nie wytrzymuje długo w jednym miejscu. Coś go wciąż gna do przodu, jakby pędził za prywatnym „rajem utraconym”: „Wzrok uległego acedii tkwi ciągle w oknie – pisał Ewagriusz z Pontu – a jego umysł wyobraża sobie odwiedzających” (O różnych rodzajach złych myśli. O ośmiu duchach zła, Kraków 2006, s. 75).
Poszukiwanie nowości prowadzi do krytykanctwa, gadatliwości (taka osoba we wszystkim chce mieć swoje zdanie) oraz do niezdrowego aktywizmu. Niemniej wszystko na nic. Na czymkolwiek nie zatrzymałby się umysł, nie jest w stanie odzyskać poczucia sensu istnienia.
Smutek ogarniający duszę staje się nie do zniesienia. Przychodzi pokusa zmysłowości –cóż się nie robi dla oszukania smutku? W zmysłowych radościach szuka namiastek szczęścia (a może raczej zapomnienia). Stąd obżarstwo, pogoń za pieniędzmi, alkoholizm, niepohamowany seksualizm, narkomania itp.
Powoli zaciska się pętla. Z jednej strony smutek z powodu trudności związanych z realizacją wyznaczonych celów, z drugiej – żałosna próba pozbycia się go przy pomocy zastępników. Gdy dusza zrozumie, że jest to ucieczka donikąd, ogarnia ją rozpacz – jako zwieńczenie beznadziejności. Ucisk staje się coraz mocniejszy.
Konsekwencją zniechęcenia jest także szukanie winnego. Ktoś musi odpowiedzieć za to, co się stało. Dlatego omawianej wadzie towarzyszą złośliwości w stosunku do osób z bliskiego otoczenia, obarczanych winą za wszechogarniający brak sensu.
Nietrudno zauważyć, że zniechęcenie w służbie Bożej jest chorobą współczesnych - pandemią wyjaławiającą duszę Zachodu. Człowiek epoki postmodernizmu utraciwszy wiarę w Boga stracił sens życia i popadł w stany typowe dla acedii: aktywizm, agnostycyzm, bezsensowne emocjonowanie się newsami, narkomania, alkoholizm, panseksualizm.
Pedagogia wychodzenia z zaklętego kręgu bezsensu musi oprzeć się na zwróceniu do Boga. W swej istocie jest to proste i jedyne wyjście, choć i tak dla wielu – niestety - zbyt trudne.
Ps. Przypominam ten artykuł, bo w czasie wakacji jest szczególnie aktualny.
Acedia w języku polskim była oddawana różnie, jako: zniechęcenie, beznadziejność, zgorzkniałość, oziębłość, anemia duchowa, melancholiczność czy po prostu lenistwo. Z tym ostatnim mylono ją nader często.
Lenistwo a acedia
Acedia jest smutkiem „z powodu dobra duchowego”, które z jakiś względów przestaje pociągać. Paradoks polega na tym, że modlitwa, perspektywa wieczności, praca nad samodoskonaleniem, powinna wywoływać radość, a nie smutek (św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, II-II q.35, a.1). Niestety, człowiek traci motywację do duchowej walki o Niebo, a także miłość do ludzi i, w końcu, do samego siebie. Stan ten w literaturze określano mianem melancholii, nudy, spleenu.
Lenistwo (segnities – także gnuśność, opieszałość, czy powolność) z kolei jest bojaźnią (lękiem) przed trudem. Jego korzenie są bardziej prozaiczne, przyziemne (TENŻE, Sum. teol., I-II, q. 41, a.4.). Generalnie bierze się z miękkości (mollities), rozpieszczenia i wygodnictwa (delicia).
O ile więc zniechęcenie ma kłopot z celem, to lenistwo ze środkami, które do niego prowadzą. Pomimo tych różnic, jak wspomniano przed chwilą, obie wady są wymieniane zamiennie. Wynika to z faktu, iż zachodzą między nimi wielorakie zależności i w praktyce trudno je rozdzielić. Bo czyż tracąc wizję, cel, perspektywę (czyli popadając w zniechęcenie), nie słabną równocześnie siły duchowe i nie pojawia się niechęć do wysiłku? Niechęć ta (rozleniwienie) sprzyja z kolei nasileniu się zwątpienia, apatii i buntu („po co męczyć się, czy to właściwie ma sens?”).
Ciekawość, "horror loci" i rozpacz
Zazwyczaj w początkowych objawach zniechęcenia dusza poszukuje „niewinnych” przyjemności umysłu. Pojawia się niezdrowa ciekawość (curiositas, jako przeciwieństwo studiositas – naukowego, pilnego poszukiwania prawdy), która współcześnie przejawia się karmieniem umysłu newsami: nałogowym słuchaniem i oglądaniem wiadomości oraz przeglądaniem serwisów internetowych.
Również wykonywanie codziennych prac domowych czy zawodowych, gdy nie jest realizowane w odniesieniu do Boga, może w pewnym momencie prowadzić do pochłonięcia sprawami tego świata i osłabić motywację. Zdrowa duchowość wymaga zwracania się myślą do Boga nie tylko rano i wieczorem, ale także w ciągu dnia, przy okazji różnych prac, jak chociażby przed rozpoczęciem pracy czy posiłku. W przeciwnym razie przeniesienie akcentu na sprawy światowe prowadzi do utraty właściwego celu i osłabienia sił duchowych, wiodąc prosto do odstąpienia od obowiązków.
Jednym z przejawów acedii jest stan zwany „horror loci” („zgroza miejsca”). Curiositas połączona z niepokojem przenosi się niejako na zewnątrz. Owładniętego tym stanem cechuje swoista „nadpobudliwość ruchowa”. Nie wytrzymuje długo w jednym miejscu. Coś go wciąż gna do przodu, jakby pędził za prywatnym „rajem utraconym”: „Wzrok uległego acedii tkwi ciągle w oknie – pisał Ewagriusz z Pontu – a jego umysł wyobraża sobie odwiedzających” (O różnych rodzajach złych myśli. O ośmiu duchach zła, Kraków 2006, s. 75).
Poszukiwanie nowości prowadzi do krytykanctwa, gadatliwości (taka osoba we wszystkim chce mieć swoje zdanie) oraz do niezdrowego aktywizmu. Niemniej wszystko na nic. Na czymkolwiek nie zatrzymałby się umysł, nie jest w stanie odzyskać poczucia sensu istnienia.
Smutek ogarniający duszę staje się nie do zniesienia. Przychodzi pokusa zmysłowości –cóż się nie robi dla oszukania smutku? W zmysłowych radościach szuka namiastek szczęścia (a może raczej zapomnienia). Stąd obżarstwo, pogoń za pieniędzmi, alkoholizm, niepohamowany seksualizm, narkomania itp.
Powoli zaciska się pętla. Z jednej strony smutek z powodu trudności związanych z realizacją wyznaczonych celów, z drugiej – żałosna próba pozbycia się go przy pomocy zastępników. Gdy dusza zrozumie, że jest to ucieczka donikąd, ogarnia ją rozpacz – jako zwieńczenie beznadziejności. Ucisk staje się coraz mocniejszy.
Konsekwencją zniechęcenia jest także szukanie winnego. Ktoś musi odpowiedzieć za to, co się stało. Dlatego omawianej wadzie towarzyszą złośliwości w stosunku do osób z bliskiego otoczenia, obarczanych winą za wszechogarniający brak sensu.
Nietrudno zauważyć, że zniechęcenie w służbie Bożej jest chorobą współczesnych - pandemią wyjaławiającą duszę Zachodu. Człowiek epoki postmodernizmu utraciwszy wiarę w Boga stracił sens życia i popadł w stany typowe dla acedii: aktywizm, agnostycyzm, bezsensowne emocjonowanie się newsami, narkomania, alkoholizm, panseksualizm.
Pedagogia wychodzenia z zaklętego kręgu bezsensu musi oprzeć się na zwróceniu do Boga. W swej istocie jest to proste i jedyne wyjście, choć i tak dla wielu – niestety - zbyt trudne.
Ps. Przypominam ten artykuł, bo w czasie wakacji jest szczególnie aktualny.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Szczepionka na młodzieńczy bunt
W wielu rodzinach dorastające dzieci buntują się przeciw dorosłym. Rodzice przeżywają szok słysząc wulgarne słownictwo, widząc jak ich pociechy ubierają się dziwacznie czy sięgają po używki. Ludowa mądrość powiada, że każdy musi przez to przejść. Rozsądni pedagodzy radzą rozmawiać z młodzieżą, starać się zmienić środowisko rówieśnicze czy ukierunkować energię w dobrą stronę (sport, hobby). Czy jednak zamiast leczenia objawów jest sposób na uniknięcia tej „choroby”? Słowem - czy istnieje szczepionka na młodzieńczy bunt?
Oficjalna wykładnia wiąże zmianę zachowania młodzieży z dojrzewaniem fizjologicznym, a ostatnio także ze zmianami zachodzącymi w mózgu. Nie da się ukryć - biologia odgrywa tu ważną rolę. Jednocześnie dorastające dziecko stosunkowo więcej czasu spędza poza domem i automatycznie w większym stopniu zostaje poddane wpływowi obcych wzorców. Do tego dochodzą media. Współczesne środki przekazu sprawiają, że młodzi ludzie o wiele więcej wiedzą o świecie, niż ich rodzice czy dziadkowie. Co prawda, często jest to wiedza iluzoryczna, popkulturowa, ale właśnie taka stymuluje bunt przeciw dorosłym.
czwartek, 25 czerwca 2009
Wiedza pozorna
Jako jedno z najważniejszych osiągnięć transformacji ostatnich lat dość powszechnie wymienia się wzrost liczby absolwentów wyższych uczelni. Wzrost odpowiednich wskaźników widać także wśród uczniów szkół średnich i policealnych. Czy to oznacza, że kultura intelektualna rodaków (i nie tylko, chodzi generalnie o uczniów w Europie poddanych współczesnym reformom szkolnym) jest wyższa?
Cyceron twierdził, że duszę ludzką trzeba uprawiać na podobieństwo ziemi. Stąd rzymska cultura animi (podobnie jak grecka paideia) polegała na dopełnieniu natury, czyli uszlachetnienie człowieka poprzez usprawnienie rozumu, woli i popędów. Taką kulturę duchową osiągano poprzez kształtowanie cnót i rozwijanie sprawności umysłowych przede wszystkim w ramach siedmiu sztuk wyzwolonych.
Paideia a pop-kultura
Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Współczesna kultura ogólna (dopełniająca naturę) poza wychowaniem domowym obejmuje głównie wiadomości wyniesione ze szkoły i z mediów. Przy tym szkoła nie daje już wykształcenia w sensie klasycznym Po przejściu kursu szkolnego w głowach większości młodzieży pozostają niezbyt usystematyzowane wiadomości z zakresu nauk przyrodniczych, humanistycznych i przedmiotów zawodowych. Ważnym elementem nowoczesnej paidei jest tzw. pop-kultura, w skład której wchodzą ciekawostki obyczajowe, wiadomości sportowe, znajomość najnowszych przebojów muzyki rozrywkowej, treści scenariuszy seriali telewizyjnych itp. Już przed laty Margaret Mead pisała, iż współczesne społeczeństwa dzięki mediom zmniejszyły różnicę intelektualną między dziećmi a dorosłymi. Rodzice i ich pociechy zasiadają wspólnie każdego wieczora przed telewizorem. Żyją tymi samymi problemami, przeżywając dylematy tych samych bohaterów filmowych. W rezultacie z czasem zacierają się różnice intelektualne między nimi.
Efektem takiej „edukacji” jest niemożność zrozumienia otaczającej rzeczywistości. Niejednemu magistrowi bowiem świat jawi się jako nieposkładana mozaika. Nie zna on tak naprawdę przyczyn powstawania idei rządzących życiem społecznym i nie jest także świadomy ich konsekwencji. Skutkiem czego nie jest zdolny do sformułowania niezależnego sądu w danej sprawie, a jedynie opiera się na zasłyszanych sloganach, uznając je za swoje. Brak samodzielnego myślenia sprawia, że ślizga się po powierzchni problemów, nie potrafiąc „ciąć myślą” w głąb i docierać do istoty rzeczy. I nie chodzi tu tylko o umiejętności sprawdzane przez badania OCED-PISA: rozumienie tekstu, myślenie matematyczne i naukowe. Młody człowiek, który nawet teoretycznie posiada pewne umiejętności logicznego wnioskowania, nie będzie w stanie dotrzeć do przyczyn zjawisk społecznych czy trafnie rozwiązać podstawowe dylematy moralne, gdyż szkoła nie wyposaża go w mądrość w rozumieniu klasycznym.
Nowoczesna, szkolno-medialna paideia rezygnuje też z przekazywania prawdy na rzecz „pakietu informacji” do wyboru. Można to przyrównać do sytuacji, w której wykładowca w szkole wojskowej uczy słuchaczy budowy różnych typów materiałów wybuchowych, lecz nie wskazuje jak je rozbrajać? Tak naprawdę nie jest istotne, że w materiale wybuchowym umieszczono pięć kabelków w różnych kolorach. Dla sapera ważne jest, który kabelek odłączyć, by nie nastąpił wybuch. Dla młodego człowiek również istotnym jest, który z prezentowanych mu w szkole poglądów jest prawdziwy, który nie zmarnuje mu życia, a który zaprowadzi go w ślepą uliczkę.
W końcu sposób myślenia dzisiejszych absolwentów nastawiony jest również na chorobliwy praktycyzm. (Filozofowie wychowania niekiedy używają terminu: „intelekt partykularny”.) Nie chodzi tylko o tendencję do poszukiwanie wyłącznie informacji mających charakter stricte zawodowy i bagatelizowanie tzw. wiedzy ogólnej, ale o sprowadzanie niemal wszystkiego do płytkiego praktycyzmu. Przykładem mogą być informacje czerpane z mediów, które mają za zadanie nie tyle zrozumieć rzeczywistość, co pomóc „podtrzymywać konwersację” w gronie znajomych, świadczącą o „intelektualnym poziomie”, „wykształceniu” i „byciu na bieżąco”.
Jedyne rozwiązanie
Brak mądrości w klasycznym rozumieniu plus bełkot informacyjny oraz płytki praktycyzm prowadzą do upowszechniania się zjawiska wiedzy pozornej. W wielu przypadkach posiadana wiedza jest infantylna i prymitywnie praktyczna. Jeśli zaś już ktoś ma wyższe ambicje intelektualne, to brak „punktów orientujących” sprawia, że może zostać co najwyżej sprawnym „żonglerem idei”, porażonym intelektualnym daltonizmem, nie umiejącym rozpoznać prawdy od fałszu, dobra od zła.
Lekarstwem na poszerzanie się syndromu wiedzy pozornej jest powrót do ideałów kształcenia klasycznego. Przekazanie młodemu pokoleniu całego dorobku kultury grecko-łacińskiej (i później chrześcijańskiej) przysposabiało do dogłębnego zrozumienia rzeczywistości, poprzez przekazanie pewnych klasycznych kodów w ramach określonych kontekstów religijnych, kulturowych, etycznych, politycznych. W przeciwnym razie nie wyjdziemy poza wiedzę pozorną.
Cyceron twierdził, że duszę ludzką trzeba uprawiać na podobieństwo ziemi. Stąd rzymska cultura animi (podobnie jak grecka paideia) polegała na dopełnieniu natury, czyli uszlachetnienie człowieka poprzez usprawnienie rozumu, woli i popędów. Taką kulturę duchową osiągano poprzez kształtowanie cnót i rozwijanie sprawności umysłowych przede wszystkim w ramach siedmiu sztuk wyzwolonych.
Paideia a pop-kultura
Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Współczesna kultura ogólna (dopełniająca naturę) poza wychowaniem domowym obejmuje głównie wiadomości wyniesione ze szkoły i z mediów. Przy tym szkoła nie daje już wykształcenia w sensie klasycznym Po przejściu kursu szkolnego w głowach większości młodzieży pozostają niezbyt usystematyzowane wiadomości z zakresu nauk przyrodniczych, humanistycznych i przedmiotów zawodowych. Ważnym elementem nowoczesnej paidei jest tzw. pop-kultura, w skład której wchodzą ciekawostki obyczajowe, wiadomości sportowe, znajomość najnowszych przebojów muzyki rozrywkowej, treści scenariuszy seriali telewizyjnych itp. Już przed laty Margaret Mead pisała, iż współczesne społeczeństwa dzięki mediom zmniejszyły różnicę intelektualną między dziećmi a dorosłymi. Rodzice i ich pociechy zasiadają wspólnie każdego wieczora przed telewizorem. Żyją tymi samymi problemami, przeżywając dylematy tych samych bohaterów filmowych. W rezultacie z czasem zacierają się różnice intelektualne między nimi.
Efektem takiej „edukacji” jest niemożność zrozumienia otaczającej rzeczywistości. Niejednemu magistrowi bowiem świat jawi się jako nieposkładana mozaika. Nie zna on tak naprawdę przyczyn powstawania idei rządzących życiem społecznym i nie jest także świadomy ich konsekwencji. Skutkiem czego nie jest zdolny do sformułowania niezależnego sądu w danej sprawie, a jedynie opiera się na zasłyszanych sloganach, uznając je za swoje. Brak samodzielnego myślenia sprawia, że ślizga się po powierzchni problemów, nie potrafiąc „ciąć myślą” w głąb i docierać do istoty rzeczy. I nie chodzi tu tylko o umiejętności sprawdzane przez badania OCED-PISA: rozumienie tekstu, myślenie matematyczne i naukowe. Młody człowiek, który nawet teoretycznie posiada pewne umiejętności logicznego wnioskowania, nie będzie w stanie dotrzeć do przyczyn zjawisk społecznych czy trafnie rozwiązać podstawowe dylematy moralne, gdyż szkoła nie wyposaża go w mądrość w rozumieniu klasycznym.
Nowoczesna, szkolno-medialna paideia rezygnuje też z przekazywania prawdy na rzecz „pakietu informacji” do wyboru. Można to przyrównać do sytuacji, w której wykładowca w szkole wojskowej uczy słuchaczy budowy różnych typów materiałów wybuchowych, lecz nie wskazuje jak je rozbrajać? Tak naprawdę nie jest istotne, że w materiale wybuchowym umieszczono pięć kabelków w różnych kolorach. Dla sapera ważne jest, który kabelek odłączyć, by nie nastąpił wybuch. Dla młodego człowiek również istotnym jest, który z prezentowanych mu w szkole poglądów jest prawdziwy, który nie zmarnuje mu życia, a który zaprowadzi go w ślepą uliczkę.
W końcu sposób myślenia dzisiejszych absolwentów nastawiony jest również na chorobliwy praktycyzm. (Filozofowie wychowania niekiedy używają terminu: „intelekt partykularny”.) Nie chodzi tylko o tendencję do poszukiwanie wyłącznie informacji mających charakter stricte zawodowy i bagatelizowanie tzw. wiedzy ogólnej, ale o sprowadzanie niemal wszystkiego do płytkiego praktycyzmu. Przykładem mogą być informacje czerpane z mediów, które mają za zadanie nie tyle zrozumieć rzeczywistość, co pomóc „podtrzymywać konwersację” w gronie znajomych, świadczącą o „intelektualnym poziomie”, „wykształceniu” i „byciu na bieżąco”.
Jedyne rozwiązanie
Brak mądrości w klasycznym rozumieniu plus bełkot informacyjny oraz płytki praktycyzm prowadzą do upowszechniania się zjawiska wiedzy pozornej. W wielu przypadkach posiadana wiedza jest infantylna i prymitywnie praktyczna. Jeśli zaś już ktoś ma wyższe ambicje intelektualne, to brak „punktów orientujących” sprawia, że może zostać co najwyżej sprawnym „żonglerem idei”, porażonym intelektualnym daltonizmem, nie umiejącym rozpoznać prawdy od fałszu, dobra od zła.
Lekarstwem na poszerzanie się syndromu wiedzy pozornej jest powrót do ideałów kształcenia klasycznego. Przekazanie młodemu pokoleniu całego dorobku kultury grecko-łacińskiej (i później chrześcijańskiej) przysposabiało do dogłębnego zrozumienia rzeczywistości, poprzez przekazanie pewnych klasycznych kodów w ramach określonych kontekstów religijnych, kulturowych, etycznych, politycznych. W przeciwnym razie nie wyjdziemy poza wiedzę pozorną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)