czwartek, 17 czerwca 2010

Religia w szkole - kontekst sporu

W odpowiedzi na ostatni wyrok  Trybunału w Strasburgu  w sprawie nauczania  religii w polskich szkołach, przypominam mój starszy tekst, analizujący ten problem. Jego pierwotny tytuł brzmiał: Wliczanie oceny z religii do średniej - ideologiczny kontekst sporu.

W ustawie o systemie oświaty z 7 września 1991 roku zagwarantowano prawo do nauczania religii w szkołach. Szczegółowe zasady reguluowały kolejne rozporządzenia ministrów. Do tej pory nie wliczano ocen z religii do średniej. Rozporządzenie ministra Romana Giertycha z dnia 13 lipca 2007 r. wprowadza istotne novum, czytamy w nim bowiem między innymi: „Uczniowi, który uczęszczał na dodatkowe zajęcia edukacyjne lub religię albo etykę, do średniej ocen (…) wlicza się także oceny z tych zajęć”.

W odpowiedzi Sojusz Lewicy Demokratycznej zaskarżył powyższy zapis do Trybunału Konstytucyjnego, twierdząc, iż jest on niezgodny z Konstytucją. Równocześnie w prasie ukazało się mnóstwo alarmistycznych tekstów, które straszyły ograniczeniem praw obywatelskich.

wtorek, 15 czerwca 2010

Ministrowie o edukacji, czyli ideologizacja na całego

"Jaka jest rola nauczycieli we współzależnej Europie w edukacji na rzecz zrównoważonych demokratycznych społeczeństw?" Tak brzmiał temat przewodni 23. sesji Stałej Konferencji Ministrów Edukacji Rady Europy. Ministrowie  debatowali w Brdo (Słowenia, 4 - 5 czerwca 2010 r).

W pierwszej chwili nie tak łatwo zrozumieć o co chodzi w tym pytaniu. Nowe ideologie zawsze tworzą specyficzny język, stąd ta trudność.

Polski resort reprezentował Mirosław Sielatycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej(zwolniony kiedyś przez min. R. Giertycha z funkcji dyrektora CODN). Wiceminister Sielatycki zabrał głos "w trakcie sesji plenarnej" i  chwalił się m.in. "Kompasikiem".  Okazuje się, że: 

czwartek, 10 czerwca 2010

Inwazja technoedukatorów

Guru cyfrowej edukacji Marc Prensky napisał przed kilku laty głośny esej, w którym rozróżnił współwystępowanie we współczesnych społeczeństwach „cyfrowych tubylców” i “cyfrowych imigrantów”.

Teza jego brzmiała: pokolenie urodzone w latach osiemdziesiątych, dorastające wśród “komórek” i komputerów, to “cyfrowi tubylcy”, dla których język nowych technologii jest naturalny. Z kolei pokolenia starsze, to “cyfrowi imigranci”, czyli ci, którzy wyrastali w erze przedinformatycznej i dlatego język ten jest im nieznany. Ludzie ci są jak podróżnicy, osiedlający się w obcym kraju – zalęknieni i niepewni na obcym gruncie.

Najprościej tę różnicę wytłumaczyć na następującym przykładzie. Otóż człowiek przedinformatyczny, gdy czegoś nie wie instynktownie sięga po encyklopedię stojącą na półce, gdy zaś planuje podróż pociągiem telefonuje na stację lub osobiście sprawdza rozkład jazdy pociągów. Planując zaś wyjazd w góry szuka kwater przez biura podróży. Człowiek cyfrowy zaś instynktownie włącza komputer i po kilku sekundach ma odpowiedź w poszukiwanej kwestii. Wolną kwaterę rezerwuje zaś przez Internet. Te dwa różne sposoby postępowania działają na zasadzie odruchów warunkowych: innych u “imigrantów”, a innych u “tubylców”.

wtorek, 8 czerwca 2010

Krytycznie o metodach aktywnych

W edukacji klasycznej dominował schemat nauczania oparty na dwóch stałych filarach. Najpierw przekazywano uczniowi konkretną wiedzę. Następowało to bezpośrednio przez nauczyciela (np. wykład) lub pośrednio - poprzez czytany przez ucznia tekst. Na drugim etapie, po tym wstępnym zaznajomieniu się z problemem, uczeń przystępował do jego analizy.

Rozpowszechnione w ostatnich dekadach tzw. metody aktywne polegają na większym lub mniejszym odejściu od tego schematu, a odbywa się to na dwa sposoby. Pierwszy opiera się na swoistym uskrajnieniu zasady poglądowości. Sama zasada, polegająca na wykorzystaniu różnych zmysłów w procesie poznania jest oczywiście pożyteczna. Można i należy posługiwać się zarówno obrazem jak i dźwiękiem w nauczaniu, ale podstawowym celem powinno być zawsze zaznajomienie się z danym pojęciem tak, aby umożliwić dalsze “trawienie” go przez umysł.

piątek, 4 czerwca 2010

Bieganie, uczucia i cywilizacja

Melchior Wańkowicz w jednym ze swoich reportaży z kresów opisuje zachowanie pewnego dziedzica o nazwisku Protassewicz. Miał on zwyczaj upominać każdego, kto  spiesząc się ... biegł.

Wedle Protassewicza podstawą do  usprawiedliwienia takiego zachowania  było tylko ralne zagrożenie np. pożar. Tylko pozornie mamy tu do czynienia z dziwactwem. Postępowanie takie wynika z głębokiej obserwacji natury ludzkiej. Bieganie (poza sportem i dbaniem o zdrowie) zawsze jest skutkiem jakiejś gorączki emocjonalnej, dlatego ów szlachcic, upominając swoich pracowników, dopuszcza je tylko w wyjątkowych sytuacjach.

wtorek, 1 czerwca 2010

Trivium a ludzkie poznanie

Metoda nauczania oparta na trivium ściśle związana jest z klasyczną teorią poznania. Przypomnijmy - na trivium składa się okres gramatyczny polegający na poznawaniu nowego słownictwa, zasad pisowni, fleksji. Na drugim etapie (dialektyki) - zdobytą wiedzę łączy się w logiczną całość. Wreszcie na etapie trzecim (retoryki) - kształtuje się umiejętność wyrażania i stosowania w praktyce zdobytych wiadomości.

Na początku zatem poznajemy przedmioty (faza gramatyczna) za pośrednictwem zmysłów zewnętrznych (np. oczu, dotyku) i wewnętrznych (np. pamięci, wyobraźni). Oceny rzeczy dokonuje władza poznania. W dalszej kolejności umysł  analizuje i łaczy w logiczną całość związki  pomiędzy przedmiotami (faza dialektyczna), by w końcu wyrazić je na zawnątrz (faza retoryczna). W wielkim skrócie odpowiada to klasycznej teorii poznania.

piątek, 28 maja 2010

Jedyna szansa dla szkoły

W minionym stuleciu, w imię praktycyzmu zrezygnowano z kształcenia klasycznego, takiego z literaturą antyczną, łaciną i greką. Twierdzono, że to jałowa wiedza, nieprzydatna dla komsomolca czy “Europejczyka”.

Jednak obserwując przemiany edukacyjne przełomu XX i XXI wieku nasuwa się przypuszczenie, że powrót do szkoły klasycznej jest jedyną szansą na ocalenie szkolnictwa w tradycyjnej postaci. Przy naporze ogromu nowej wiedzy, funkcjonowanie szkoły w obecnej formie mija się z celem.

Dlaczego? Oto przykład. Osobiście mam ustawione w czytnikach RSS kilka portali psychologicznych i dziennie spada na mój pulpit średnio ok. 40 nowych informacji o badaniach nad ludzką psychiką. Bez wątpienia w innych dziedzinach wiedzy jest podobnie. Jak za tym wszystkim nadążyć? Jak włączać nowe odkrycia do programów szkolnych? Jeśli nawet przyjmiemy, iż nie jest to zawsze wartościowa wiedza, to nawet wyselekcjonowana będzie niesłychanie obciążała podręczniki. 

poniedziałek, 24 maja 2010

Czy sześcioletnie dzieci powinny uczyć się matematyki?

Dyskusja nad miejscem matematyki w programach szkolnych powraca cyklicznie w debatach oświatowych. W nawiązaniu do tej dyskusji omawiam artykuł  amerykańskiego propagatora edukacji klasycznej Harveya Bluedorna, ściśle związany z tym zagadnieniem. 

Wspomniany Autor analizując literaturę przedmiotu w tekście pt. "Formal Arithmetic at Age Ten, Hurried or Delayed?", doszedł do przekonania, że w starożytności i średniowieczu w zasadzie nie uczono arytmetyki na poziomie podstawowym. Do jej nauczania przystępowano dopiero w wieku 15 - 18 lat (w ramach trivium to okres retoryki). 

czwartek, 20 maja 2010

Mistrz i fachowiec

Św. Tomasz z Akwinu definiuje nauczyciela jako czynnego-kontemplatyka, który w odosobnieniu odkrywa prawdę i następnie przekazuje ją swoim uczniom. Gdy jedni prowadzą działalność praktyczną, a drudzy kontemplacyjną (mnisi), on łączy w sobie te dwie funkcje. Przy pomocy kontemplacji poszukuje prawdy, by następnie dzielić się nią ze swoimi uczniami[1].

Niemniej zanim ukształtował się taki model Mistrza, rola nauczyciela nie zawsze była tak jednoznaczna. Paidagogos często bywał zwykłym niewolnikiem, pełniącym zadania służebne i opiekuńcze wobec dziecka. W pewnym okresie w starożytnym Rzymie mógł nim zostać po prostu nieudacznik życiowy. Wystarczyło, że w stopniu elementarnym posiadł sztukę czytania i pisania [2]. Nie cieszył się on wielkim prestiżem i daleko mu było do średniowiecznego ideału moralnego.

poniedziałek, 17 maja 2010

Młodzież a kłamstwo

Zbuntowana młodzież posiada zadziwiającą łatwość rozmijania się z prawdą. Wielu młodych ludzi kłamie niemal automatycznie, uważając ten sposób postępowania za naturalną broń  w walce z "silniejszym wrogiem", tzn. dorosłymi.  Kłamstwo dotyczy zazwyczaj  zachowania, obowiązków szkolnych czy relacji z rodzicami.

Jednocześnie słyszy się diagnozy, że omawiana wada jest ubocznym skutkiem okresu "buntu młodzieńczego", czyli zmian związanych z dojrzewaniem. W konsekwencji - jak się sugeruje - może wynikać ze specyficznego stanu mózgu w tym okresie czy wiązać się z procesami zachodzącymi w organizmie.