Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka oświatowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka oświatowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 sierpnia 2010

Jak poznać światopogląd nauczyciela naszych dzieci?

Każdy człowiek, a więc i nauczyciel, ma własne poglądy na życie, religię, politykę. Dlatego posyłaniu dziecka do szkoły musi towarzyszyć zainteresowanie rodziców jego formacją światopoglądową.

Stwierdzenie, że ktoś jest dobrym fachowcem - nie wystarczy. Niezależnie czy jest to matematyk, anglista czy polonista, wywiera on trwały wpływ na rozwój intelektualny ucznia, choćby komentarzami, dygresjami czy sposobem interpretacji materiału nauczania.

Wbrew (pseudo)wolności panującej w tzw. demokracji, rodzice – niestety - nie mają wielkiego wpływu na to, jacy pedagodzy uczą ich pociechy. Cóż, na szkoły prywatne nie wszystkich stać (kwestie finansowe), a państwowe zatrudniają nauczycieli o różnych poglądach. Rozwiązaniem mogłaby być edukacja domowa, ale nie każdy ma w sobie tyle determinacji, by się jej podjąć, jak np. prekursor takiego nauczania w Polsce Marek Budajczak.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Jak w nieskromnych czasach wychowywać do skromności?

Prowokacyjny strój, makijaż czy farbowanie włosów nie są czymś wyjątkowym w polskich szkołach. Nie tak dawno prasa pisała o gimnazjalistce, która zaatakowała nauczycielkę, za to, że ta kazała jej zmyć makijaż. Prymas Kardynał Stefan Wyszyński zauważył już przed kilkudziesięciu laty, mając na uwadze dorosłe kobiety, że na ulicach zamiast matek pojawiły się lalki. Ciekawe, co powiedziałby dzisiaj?

Winą za powszechny upadek obyczajów w tym zakresie obarcza się środki masowego przekazu, wpływ środowiska rówieśniczego, a także coraz częściej nie najlepsze wzorce rodzicielskie. Szokujący sposób ubierania dotyczy zarówno dziewcząt, jak i chłopców. I nie chodzi tu tylko o kokietowanie płci przeciwnej. Młodzieżowy strój, gdy wiąże się z wpływem subkultur, bywa też wyrazem światopoglądowej manifestacji.

wtorek, 15 czerwca 2010

Ministrowie o edukacji, czyli ideologizacja na całego

"Jaka jest rola nauczycieli we współzależnej Europie w edukacji na rzecz zrównoważonych demokratycznych społeczeństw?" Tak brzmiał temat przewodni 23. sesji Stałej Konferencji Ministrów Edukacji Rady Europy. Ministrowie  debatowali w Brdo (Słowenia, 4 - 5 czerwca 2010 r).

W pierwszej chwili nie tak łatwo zrozumieć o co chodzi w tym pytaniu. Nowe ideologie zawsze tworzą specyficzny język, stąd ta trudność.

Polski resort reprezentował Mirosław Sielatycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej(zwolniony kiedyś przez min. R. Giertycha z funkcji dyrektora CODN). Wiceminister Sielatycki zabrał głos "w trakcie sesji plenarnej" i  chwalił się m.in. "Kompasikiem".  Okazuje się, że: 

piątek, 28 maja 2010

Jedyna szansa dla szkoły

W minionym stuleciu, w imię praktycyzmu zrezygnowano z kształcenia klasycznego, takiego z literaturą antyczną, łaciną i greką. Twierdzono, że to jałowa wiedza, nieprzydatna dla komsomolca czy “Europejczyka”.

Jednak obserwując przemiany edukacyjne przełomu XX i XXI wieku nasuwa się przypuszczenie, że powrót do szkoły klasycznej jest jedyną szansą na ocalenie szkolnictwa w tradycyjnej postaci. Przy naporze ogromu nowej wiedzy, funkcjonowanie szkoły w obecnej formie mija się z celem.

Dlaczego? Oto przykład. Osobiście mam ustawione w czytnikach RSS kilka portali psychologicznych i dziennie spada na mój pulpit średnio ok. 40 nowych informacji o badaniach nad ludzką psychiką. Bez wątpienia w innych dziedzinach wiedzy jest podobnie. Jak za tym wszystkim nadążyć? Jak włączać nowe odkrycia do programów szkolnych? Jeśli nawet przyjmiemy, iż nie jest to zawsze wartościowa wiedza, to nawet wyselekcjonowana będzie niesłychanie obciążała podręczniki. 

środa, 12 maja 2010

Dlaczego obywatele Unii mają uczyć się języków?

Przypominam artykuł sprzed kilku lat dotyczący celów nauczania języków w Unii Europejskiej.

Do konieczności nauki języków obcych chyba nikogo nie należy przekonywać Dokumenty Unii Europejskiej odnoszące się do polityki edukacyjnej kładą duży nacisk na naukę języków obcych. Wydawać by się mogło, że jest to jeden z nielicznych postulatów (pomysłów), który muszą popierać nawet osoby sceptycznie nastawione do filozofii oświatowej Unii Europejskiej. Jednak przy głębszej analizie tematu można dojść do wniosku, że politycy Unii nawet ten obszar kształcenia potrafili wykorzystać do realizacji swojej polityki.

Znajomość języka obcego sprzyja podniesieniu ogólnego, wszechstronnego rozwoju intelektualnego danej osoby, czy to przez czytanie czy porozumiewanie się w obcym języku. W dokumentach Unii trudno jednak znaleźć wzmiankę o tej funkcji znajomości języków, akcentuje się wyłącznie jego funkcje użyteczno-ekonomiczne oraz wykorzystuje do realizacji celów ideologicznych.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Kwintylian jako przeciwnik edukacji domowej

Słynny rzymski retor i teoretyk wychowania Marek Fabiusz Kwintylian sprzeciwiał się nauczaniu dzieci w domu. Kontekst oczywiście jest inny, bo inne są czasy. Niemniej argumenty wysuwane przez tego Autora pozwalają  spojrzeć na problem edukacji domowej z nieco innej perspektywy.

W swoim dziele "Kształcenie mówcy" (tłum. M. Brożek, Warszawa 2002) Kwintylian  zbija  argumenty zwolenników nauczania dzieci  w domu. Najpierw neguje tezę, jakoby główną przyczyną nagannych zachowań chłopców było  zbiorowe wychowanie w szkole. 

Rzymski pisarz przyznaje, że dobrym mówcą może być tylko człowiek szlachetny. Ale jednocześnie kwestionuje tezę, jakoby początkiem złego zachowania chłopców była szkoła. Według niego błędy popełniają przede wszystki zbyt pobłażliwi rodzice: "Czegóż w wieku dorosłym nie zechce się temu, kto w purpurach raczkował?" - zauważa. Dalej zaś dodaje: "Pierwej też podniebienie dzieci wyrabiamy niż mowe. W lektykach nam dorastają." 

piątek, 9 kwietnia 2010

Ideologizacja kształcenia ustawicznego

Koncepcja kształcenia ustawicznego przewija się przez wiele dokumentów oświatowych Unii Europejskiej. Kładzie się tam nacisk na konieczność uczenia się przez całe życie w ramach nowego „społeczeństwa wiedzy” i „gospodarki wiedzy”.

Również w Polsce słychać echa tych nowych trendów w polityce oświatowej. Rada Ministrów przyjęła już w 2003 roku dokument Strategia rozwoju kształcenia ustawicznego do roku 2010, w którym wskazała na „strategiczne cele rozwoju kształcenia ustawicznego” w Polsce oraz „działania priorytetowe” z nimi związane.

Nowa polityka edukacyjna ma mieć swoje źródło w zmianach związanych z szybkim tempem rozwoju technologicznego, przeobrażeniami na rynku pracy i ogólną globalizacją gospodarki. W istocie jest ona pochodną zmiany koncepcji nauki, która zaczęła wkraczać na arenę dziejów od czasów F. Bacona. (Zagadnienia te analizowali w swoich dziełach przedstawiciele tzw. Lubelskiej Szkoły Filozoficznej na czele z o. prof. M. A.Krąpcem.)

sobota, 6 marca 2010

Edukacja domowa a polityczna poprawność

W dyskusjach na temat edukacji domowej często pada argument, jakoby dzieci  źle uspołeczniały się pobierając naukę w domu.  Jednak używając sformułowania "uspołecznienie"  uczestnicy sporu mówią o dwóch róznych rzeczach.

Sprawa zasadnicza:  mitem jest, jakoby  dzieci uczące się w domu nie podlegały socjalizacji. Wszak spotykają się z kolegami z podwórka, znajomymi, chodzą na treningi do klubów itp. Rzecz jest w czym innym. Nie łudźmy się. Współczesne reżimy demoliberalne mało obchodzi  rozwój emocjonalny naszych dzieci, bądź to, czy potrafią nawiązywać kontakty z rówieśnikami. 

poniedziałek, 8 lutego 2010

Strategia reformowania

Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi aktualnie tzw. "szerokie konsultacje" wdrażając kolejne reformy oraz próbuje swoje idee przemycić do popularnych seriali telewizyjnych.  Cóż, socjotechniki wykorzystywano już  np. we wdrażaniu reformy oświaty przed dziesięciu laty. Poniżej przypominam tekst, który opublikowałem w prasie w tamtym okresie. Tekst tylko w niewielkim stopniu został zmieniony.
.
Trzynaście lat temu na rynku wydawniczym ukazała się książka Pascala Bernardina „Machiavel nauczycielem. Manipulacje w szkolnictwie. Reforma czy plan zniszczenia?” (przeł. P. Kalina, Komorów 1997). Praca ta przybliżała polskiemu czytelnikowi kierunki rozwoju oświaty w krajach zachodnich. Pascal Bernardin omawiał sprawozdania z sympozjów organizowanych przez Radę Europy i inne instytucje międzynarodowe. Sprawozdania te zalecały - według Autora - wykorzystywanie technik manipulacyjnych w celu przeprowadzenia skutecznych zmian w szkolnictwie.

W ówczesnych publikacjach MEN z łatwością można było odnaleźć główne tezy wyłożone w książce francuskiego autora. Idee zawarte w dokumentach różnych instytucji europejskich, niewiadomo skąd (sic!) znalazły się w broszurach zalecanych przez polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej.

sobota, 6 lutego 2010

Omijają "Kompasik" szerokim łukiem

Z Dariuszem Zalewskim, publicystą, pedagogiem, autorem książek o wychowaniu klasycznym, rozmawia Maria S. Jasita

Czym jest "Kompasik"? Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli zaprzecza, jakoby był to podręcznik, i określa go mianem poradnika do dowolnego wykorzystywania przez nauczycieli.

- "Kompasik" jest rodzajem poradnika, który wskazuje na cele, metody, a także treści, jakimi ma posługiwać się nauczyciel w trakcie prowadzenia zajęć w szkole na temat praw człowieka. Jeśli przyjmiemy, że podręczniki są książkami pomagającymi uczniom w przyswajaniu konkretnych treści, to "Kompasik" raczej skierowany jest do nauczycieli. Dlatego bym używał określenia "poradnik", a nie "podręcznik". Choć spotkałem się z różnym nazewnictwem tej publikacji.

Co Pana najbardziej uderzyło w trakcie lektury tego opracowania?

- Zdecydowanie ideologizacja tematyki praw człowieka oraz świat przerabiany na modłę lewicową. Mamy tu propozycję 42 zajęć na różne "antydyskryminacyjne tematy". W praktyce są to gotowe konspekty lekcji dla nauczycieli. Przykładem może być lekcja, której celem jest promowanie równości płci. Zajęcia polegają na zmianie fabuły znanych bajek tak, by np. księżniczka stała się księciem, kopciuszek kopciuchem i w ten sposób dziecko zrozumiało, jakimi to stereotypami na temat ról płci jest karmione w bajkach. W "Kompasiku" mamy też dział tematyczny, w którym autorzy ogólnie informują i sugerują, jak prowadzić zajęcia o danej tematyce, np. dyskryminacji czy równości płci.

czwartek, 4 lutego 2010

Ustrój szkolny

System oświaty jest prostą konsekwencją preferowania przez decydentów określonej wizji świata, która w przełożeniu na konkretną politykę edukacyjną, skutkuje analogicznymi do tej wizji rozwiązaniami. Nie można zatem naiwnie myśleć, że każda reforma edukacyjna opiera się na oderwanych od jakiejkolwiek filozofii, pragmatycznych postulatach pedagogicznych, sformułowanych na dodatek przez „zespół apolitycznych i aideologicznych fachowców”.

Przy reformowaniu struktur szkolnictwa reformatorzy zawsze muszą ustosunkować się do przynajmniej  dwóch kwestii: „wolności” i „równości”. W odniesieniu do pojęcia „wolności” - oświatowa lewica stoi na stanowisku, iż wola jest całkowicie zależna od sądów umysłu, który kształtowany jest głównie przez środowisko zewnętrzne. Z kolei prawica, która odwołuje się do klasycznej filozofii,  uważa zazwyczaj, iż między wolą a umysłem zachodzi coś w rodzaju wzajemnej współpracy. Z jednej strony sądy umysłu praktycznego wpływają na decyzje woli, ale z drugiej - wola niekoniecznie musi zadowalać się nimi i być im ślepo posłuszna.

środa, 20 stycznia 2010

“Kompasik” dla twojego dziecka

Nauczyciel przygotowuje dzieciom ilustracje przedstawiającej różne typy rodzin: klasyczne z matką i ojcem, z samotnym rodzicem czy z "rodzicami" tej samej płci. Zajęcia polegają na dyskusjach nad specyfiką każdej rodziny oraz odkrywaniu tego co w nich niepowtarzalne. Ich celem jest między innymi zapobieganie dyskryminacji rodzin o „niezwykłej kompozycji”.

Propozycje takich lekcji można znaleźć w poradniku “Kompasik” wydanym przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli (znowu w formie po odparciu “giertychowego desantu”) i lokalne Stowarzyszenie “Szansa” z Głogowa, a promowanym na Targach Książki w maju 2009 r. przez minister edukacji Katarzynę Hall.

Świat „Kompasika” (w oryginalnej wersji “Compasitio”) jest światem szczególnym. Ścieżki, którymi biegnie myśl autorów wywołuje stan, który opisał w jednym ze swoich scholiów Nicolás Gómez Dávila. Po lekturze człowiek „najpierw się oburza, potem trwoży, a na końcu wybucha śmiechem”.

środa, 13 stycznia 2010

Czy osiemset słów wystarczy do przeżycia?


Młodzi Brytyjczycy wykorzystują na co dzień osiemset słów. Pokolenie „komórek” i internetu lubi lakoniczny przekaz. Internet wymaga zwięzłości i operowania skrótem, to jednak prowadzi do zubożenia słownictwa i w efekcie utraty szans na rynku pracy – powiadają eksperci cytowani przez Telegraph.co.uk.W związku z tym na Wyspach Brytyjskich planowane są kampanie skierowane do młodzieży, mające na celu zmianę tego stanu rzeczy.

Kultura obrazkowa w mediach w połączeniu ze współczesnym poziomem szkolnictwa sprzyja tworzeniu (nie tylko w Anglii) szczególnego typu człowieka. Człowiek ten „myśli lakonicznie” i praktycznie. Przy czym zazwyczaj nie rozumie zjawisk społecznych. Raczej ślizga się po powierzchni, powtarzając medialne slogany. Wbrew pozorom jego „lakoniczna myśl” bynajmniej nie jest precyzyjna i trafna (to byłoby czymś pozytywnym), częściej przybiera formę prostego komunikatu opartego na słowie wziętym z gwary młodzieżowej.

piątek, 8 stycznia 2010

Edukacyjny przegląd internetu (1)

Przedstawiam część informacji oświatowych zamieszczonych na stronie EDUKACJA KLASYCZNA znajdującej się na Facebooku.

  • Ile czasu spędzają Niemcy przed telewizorem? Średnio oglądają telewizję 212 minut dziennie. Poprawili się o 5 min w stosunku do roku ubiegłego (za: Pro-medienmagazin). Gratulować czy współczuć?
  • We Francji debata o biciu dzieci (za: famillechretinne.fr). Podobna debata trwa także na Wyspach Brytyjskich (za: telegraph.co.uk). Jak widać problem zaraźliwy...

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Zawiesili przedszkolaka za długie włosy

Taylor Pugh pomimo swych czterech lat ma już długie włosy. Z tego powodu został  został zawieszony w prawach przedszkolaka - informuje USA Today. Jego wygląd  narusza  bowiem przepisy placówki do której uczęszcza w Dallas (USA).


Zasady są jasno określone: włosy nie mogą zakrywać oczu, z boku opadać poniżej uszu, a z tyłu wystawać za kołnierzyk. Rodzice chłopca najpierw otrzymali ostrzeżenie od dyrekcji szkoły, które zlekceważyli. Ojciec "artysta tatuażu" tłumaczył w mediach, że dziecku podobały się długie włosy, a przedszkole zamiast zajmować się edukacją Taylora, zajmuje się jego włosami.

wtorek, 27 października 2009

Rozwód a wychowanie dzieci

Rozwód jest przejawem samolubnego myślenia dorosłych, którzy w pogoni za własnym szczęściem, zapominają o szczęściu najmłodszych. Cóż, aspekt związany z wpływem rozwodu na wychowanie dzieci, nie wywołuje ogólnonarodowej debaty. W kontekście rozpadu małżeństw schodzi na drugi plan. Na czoło zaś wychodzi “prawo dorosłych” do poszukiwania nowego partnera (-rki). Praktyka pedagogiczna pokazuje jednak, że jedną z najważniejszych przyczyn pojawienia się problemów wychowawczych, jest właśnie brak któregoś z rodziców w okresie dorastania dzieci.

Bezspornym faktem jest, że dziecko najlepiej dorasta, mając obok siebie ojca i matkę. Nieobecność rodzica zwiększa ryzyko pojawienia się różnych patologii w zachowaniu. Dziecko wychowywane w klasycznej rodzinie, nawet gdy opiekunowie preferują tzw. „bezstresowe wychowanie” (przynajmniej w umiarkowanej formie), lepiej jest przygotowane do przyszłego życia, niż dorastające w rodzinie rozbitej (mowa o pewnej zarysowującej się tendencji, która oczywiście nie wyklucza wyjątków).

czwartek, 22 października 2009

Matematyka, matura i filozofia

Matematyka stwarza klimat oderwany od życia. Świat liczb jest abstrakcyjny, wirtualny i stanowi niezbędny „podkład”, dla przedmiotów technicznych. Preferowanie w systemach szkolnych matematyki zawsze pociąga za sobą „technicyzację szkolnictwa” kosztem poznania prawdziwościowego. Mówiąc o liczbach nie przekazujemy młodzieży żadnej prawdy. Uczymy ją jedynie jak używać świata, a nie jak żyć i dlaczego?

Filozoficznie rzecz ujmując matematyzacja szkolnictwa jest wynikiem przechyłu w stronę platonizmu w kulturze. Platon bowiem twierdził, że materia została przez Demiurga utworzona po uwzględnieniu proporcji matematycznych. Sfera cyfr znajdowała się między ideami, a światem materialnym i to ona zadecydowała o powstaniu świata w takiej, a nie innej formie. Słowem - świat zmysłowy, według Platona, powstał dzięki matematyce!

W przeciwieństwie do koncepcji platońskiej u Arystotelesa ilość była jedną z kategorii bytu, a nie kategorią dominującą. To niewinne rozróżnienie daje później różne implikacje w filozofii i kulturze. Na przykład, w okresie oświecenia powrót platońskiego idealizmu prowadzi do rehabilitacji matematyki. Nowa, subiektywno-utylitarna prawda w celu uwiarygodnienia ma być teraz zmierzona i zważona, żeby ustalić stopień jej prawdziwości.

Czy matematyka uczy logicznego myślenia? Taki pogląd uznaje się za oczywistość. Jednak mamy tu do czynienia z pewnym przekłamaniem. Matematyka nauczana w oderwaniu od wiedzy - nazwijmy ją umownie – humanistycznej, staje się wyjałowiona. „Myślenie abstrakcyjne” wyprzedzające realne poznanie kultury (poprzez np. religię, literaturę, historię itp.) mija się z celem. Bez realnego poznania i określenia kryteriów rozumowania, nie ma sprawnego myślenia i poznania prawdy.

Wprowadzenie egzaminu dojrzałości z matematyki wynika zatem z dominacji pewnej opcji światopoglądowej w kulturze i tym samym polityce. Mówienie, że ma to aspekt wyłącznie pragmatyczny (korzyść dla państwa) jest albo naiwnością, albo wyrafinowanym cynizmem. Filozofia ma tu niewątpliwie swój udział.


(Na podstawie: Henri-Irénée Marrou, Historia wychowania w Starożytności, Warszawa 1969, przeł. S. Łoś; prof. Piotr Jaroszyński, Nauka w kulturze, Radom 2002)

piątek, 16 października 2009

Ostatni dopuszczalny sposób karania dzieci

Konsekwencją szkolnej demokracji jest nowe spojrzenie na problem karania dzieci. Mentalność klasyczna dopuszcza karanie jako formę wspomagania dziecka w walce z jego słabościami. Mentalność antypedagogiczna rezygnuje z kar, gdyż są one wyrazem "patriarchalnego" podejścia do wychowania. Ten pacyfizm pedagogiczny prowadzi do szkolnej anarchii, zwłaszcza gdy jest wspierany przez ideologię praw ucznia.

Niekiedy okazuje się, że pacyfistyczne wychowanie jest trudne nawet dla jego ideologów. Oto co na ten temat pisze uczeń słynnego pedagoga Pestalozziego: „Pestalozzi jak najsurowiej zabronił pomocnikom swoim stosowania kar cielesnych, sam w klasie rozdawał hojnie na prawo i lewo policzki”. I dalej: „Nikt mi nie mówił w jaki sposób mam uczyć w klasie mojej, a tylko Pestalozzi zabronił mi surowo karać cieleśnie uczniów nieposłusznych i leniwych. Trzeba było poradzić sobie w danym przypadku. Wspomniałem już, że Pestalozzi uniesiony zapałem nauczycielskim nie przestrzegał sam tego zakazu, był zaś na tyle niekonsekwentny w stosunku do współpracowników swoich, że wobec uczniów potępiał ich, gdy ci w sposób zuchwały oskarżali swoich nauczycieli o drobne kary cielesne. Mnie, osobiście nigdy nie oskarżono, mimo że nieraz przetrzepałem dobrze tego, czy innego zabijakę”.

Fragmenty te pokazują, że nawet dla ludzi o mentalności antypedagogicznej postulaty przez nich głoszone były trudne do zrealizowania. Z kolei w pedagogice tradycyjnej, jak już wspomniano, kara była dopuszczana, ale rozsądni pedagodzy proponowali ująć ją w odpowiednie ramy, które na przykład ks. S. Konarski wyznaczał w taki sposób: „nie trzeba mianowicie chłostać chłopców za zaniedbania szkolnych obowiązków lub zadań itp., ani nawet za częściej powtarzające się wybryki, za wybuchy gniewu lub nawet lekkie uchybienie religii w kościele, za harde odpowiedzi, ani za niewłaściwe spełnianie jakiegoś obowiązku, lub inne jakieś przestępstwa, lecz wyłącznie i jedynie za upór, krnąbrność i zawziętość”.

W dzisiejszych czasach odchodzi się od karania, a tym samym od wychowywania. Już nawet za "upór, krnąbrność i zawziętość" nie wolno karać. Można co najwyżej... wymownie spojrzeć.

poniedziałek, 21 września 2009

Szkoła na równi pochyłej

Młody człowiek, który nawet teoretycznie posiada pewne umiejętności logicznego wnioskowania, często nie jest w stanie dotrzeć do przyczyn zjawisk społecznych czy trafnie rozwiązać podstawowych dylematów moralnych, gdyż szkoła nie daje mu mądrości w rozumieniu klasycznym.

Od lat kolejne ekipy rządowe manipulują przy tzw. podstawie programowej. Najnowsze zmiany wprowadzone na mocy rozporządzenia podpisanego niedawno przez minister Katarzynę Hall utrwalają i pogłębiają już wcześniej zarysowane negatywne tendencje w polskim szkolnictwie. Ze względów politycznych i ideologicznych rezygnuje się z klasycznego, solidnego wykształcenia na rzecz uzawodowienia. Konsekwencją tego, wbrew intencjom autorów, będzie dalsze obniżenie poziomu wykształcenia. Duże wątpliwości wzbudza też stopień podporządkowania rodzimego "kanonu wiedzy" unijnej polityce oświatowej oraz dwuznaczne "otwarte" zapisy, dające w przyszłości możliwość ideologizacji szkoły w duchu dyrektyw unijnych.

"Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół" z 23 grudnia 2008 r. zawiera ogólne cele kształcenia sformułowane - jak to ujęto - w "języku wymagań ogólnych" oraz wymagania szczegółowe z poszczególnych przedmiotów (tzn. treści i umiejętności).
Podstawa funkcjonuje w kontekście określonym przez system oświaty, a to oznacza, że jej głównym zadaniem jest ukierunkowanie nauczycieli pod kątem czekających uczniów egzaminów po każdym etapie kształcenia (szkoła podstawowa, gimnazjum, po szkołach ponadgimnazjalnych - matura). Jeśli w perspektywie są egzaminy państwowe, to tym samym ograniczona zostaje swoboda nauczycielska w doborze treści nauczania. Wolność prowadziłaby do niepowodzeń egzaminacyjnych. Przykładowo nauczyciel X, wybierając lektury według własnego uznania, mógłby po prostu rozminąć się z pytaniami egzaminacyjnymi ustalonymi przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Podstawa jest zatem takim "kanonem wiedzy" stworzonym w celu udrożnienia systemu oświatowego w perspektywie egzaminów państwowych.

Problem drożności systemu w kontekście egzaminów próbowano w dosyć spektakularny sposób rozwiązać kilka lat temu. W projekcie przygotowanym pod kierownictwem prof. Krzysztofa Konarzewskiego (Instytut Spraw Publicznych) wyznaczono materiał obligatoryjny do przerobienia, tzw. minimum programowe (75 proc.), zostawiając resztę (25 proc.) do dyspozycji nauczycieli. Projekt został jednak mocno skrytykowany przez środowiska nauczycielskie, a zmiany na szczytach władzy doprowadziły do jego odrzucenia.

Podstawa a polityka UE

Obok zadań praktycznych omawiane rozporządzenie spełnia także określone zadania polityczne. Naiwnością byłoby uważać je za wolne od ideologii. Z małej liczby negatywnych komentarzy w mediach można wnioskować, iż jest to ideologia "słuszna", uwzględniająca zadania związane z funkcjonowaniem Polski w strukturach Unii Europejskiej. Dlatego też trudno będzie zrozumieć nowy "kanon wiedzy" polskich uczniów bez "europejskiego" kontekstu. Zresztą jej autorzy wcale nie kryją tych zależności. Jak czytamy w Uzasadnieniu, konstruując podstawę programową "uwzględniono politykę horyzontalną UE (politykę równości płci, społeczeństwa informacyjnego oraz zrównoważonego rozwoju)". Proponowany dokument uwzględnia także zalecenia Parlamentu Europejskiego oraz realizuje "Strategię lizbońską". Projekt ma również wypełniać cele określone przez Komisję Europejską w Programie "Edukacja i Szkolenia - 2010". Całość dofinansował zaś Europejski Fundusz Społeczny w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki - Priorytet III. Słowem - Unia Europejska wyznaczyła reguły i dała pieniądze.

Skoro dokument nawiązuje do unijnej polityki oświatowej, to dla jego głębszego zrozumienia warto pokrótce przypomnieć "europejski" ideał edukacji. Polityka Unii Europejskiej w tym zakresie wiąże się ściśle z celami gospodarczymi wyznaczonymi przez strategów brukselskich. Jej wytyczne określiła Rada Europejska (skupiająca szefów państw lub rządów UE) na posiedzeniu w Lizbonie w 2000 r. (wspomniana wyżej "Strategia lizbońska"). Na spotkaniu tym określono nadrzędny cel strategiczny, który ma być osiągnięty do 2010 r., a brzmi on następująco:

"Gospodarka europejska powinna stać się najbardziej konkurencyjną i dynamiczną w świecie - gospodarką opartą na wiedzy, zdolną do trwałego wzrostu, tworzącą coraz większą liczbę lepszych miejsc pracy i zapewniającą większą spójność społeczną" (por. "Edukacja w Europie: różne systemy kształcenia i szkolenia - wspólne cele do roku 2010. Program prac dotyczących przyszłych celów systemów edukacji", Komisja Europejska, Dyrektoriat Generalny ds. Edukacji i Kultury, tłum. Ewa Kolanowska, Warszawa 2003).

Osiągnięcie tych celów w obszarze edukacji związane jest z rozszerzeniem "umiejętności podstawowych" (tj. czytania, pisania, liczenia) na tzw. kompetencje kluczowe. Wśród nowych, pożądanych kompetencji wymienia się: 1) znajomość technologii cyfrowych, 2) umiejętność uczenia się, 3) przedsiębiorczość, oraz 4) znajomość języków obcych (na podstawie: Komunikat Komisji. "Skuteczne inwestowanie w edukację: imperatyw dla Europy". Bruksela 10.01.2003 r., tłumaczenie: Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, Warszawa 2003).

Oprócz wymienionych kompetencji, wyraźnie ukierunkowanych na realizację celów gospodarczych, mamy dodatkowo "priorytety" społeczno-obyczajowe. We wspomnianym wyżej dokumencie ujęto je tak: "Tworzenie w Europie sprawnej gospodarki opartej na wiedzy i społeczeństwa wiedzy wymaga upowszechnienia nowych podstawowych umiejętności i postaw, zapewnienia znacznie szerszego dostępu do edukacji (także promowania uczenia się przez całe życie) oraz stosowania ochronnych strategii społecznych (takich jak przeciwdziałanie dyskryminacji czy zapewnienie równości ze względu na płeć), które powinny towarzyszyć szybko zachodzącym zmianom".

Z kolei w "Białej Księdze Komisji Europejskiej. Nowe impulsy dla młodzieży europejskiej", Bruksela 2001 (za wydaniem internetowym), będącej wynikiem "konsultacji" z młodzieżą europejską, czytamy: "Młodzi ludzie nie są obojętni na ideę jedności w różnorodności. (...) Wartościami cieszącymi się niesłabnącym poparciem są solidarność, równość i wielokulturowość. (...) Młodzi ludzie domagają się bezwzględnego przestrzegania zapisów Traktatu Amsterdamskiego (Artykuł 13) dotyczących zwalczania zjawiska dyskryminacji; tym samym instytucje europejskie zdobyły przyzwolenie na podjęcie wszelkich możliwych działań mających na celu zwalczanie przypadków dyskryminacji na tle seksualnym, rasowym, narodowościowym, wyznaniowym czy związanym z niepełnosprawnością, wiekiem lub orientacją seksualną" (s. 55).

"Jak?" czy "dlaczego?"

Już na podstawie tych krótkich fragmentów można odnieść wrażenie, że człowiek według unijnej polityki oświatowej żyje dla "rynku pracy", "zrównoważonego rozwoju" i jako mikroskopijny "kapitałek ludzki" właściwie nie ma w życiu innych celów. Jedynym zajęciem, które urozmaica jego nudny żywot, jest walka z "dyskryminacją mniejszości seksualnych".
Edukacja europejska szumnie określana jest mianem edukacji mającej uformować "społeczeństwo wiedzy" czy może ściślej "Europy wiedzy". Zdobyte wiadomości mają umożliwić właściwą interpretację danych związanych z funkcjonowaniem: rynku pracy, handlu, giełd, banków, systemu podatkowego itp. Jak widać, zamiast używania w tym kontekście słowa "wiedza", bardziej właściwe byłoby słowo "dane". "Społeczeństwo danych" to społeczeństwo znające aktualne nowości mikro- i makroekonomiczne, umożliwiające odpowiednie znalezienie się na rynku pracy.

Zapyta ktoś: "Co w tym niewłaściwego?". Znajomość "danych" jest oczywiście wskazana. Niebezpieczny jest jednak redukcjonizm pojawiający się przy tej okazji. W klasycznej myśli pedagogicznej w pierwszej kolejności stawiano przed człowiekiem zadanie rozwijania sprawności duchowych, intelektualnych oraz moralnych (kształtowanie charakteru). Bo człowiek wykształcony, a na dodatek z silnym charakterem, dojdzie wszędzie i zdobędzie wszystko. Do kształcenia umiejętności zawodowych przystępowano zasadniczo po zdobyciu wykształcenia ogólnego. Oświatowe prawodawstwo unijne bagatelizuje kwestie kształcenia ogólnego, na pierwszym miejscu akcentując umiejętności zawodowe czy generalnie "metodyzm" poznawania.

Źródeł odejścia od klasycznego sposobu myślenia o edukacji historycy filozofii doszukują się już w czasach Francisa Bacona, a później w szeroko rozumianej myśli oświeceniowej. Podstawowe niegdyś pytanie poznawcze o przyczynę ("dlaczego?"), zastąpiono wówczas pytaniem o sposób, metodę ("jak?" - coś robić czy kogoś używać). W rezultacie uruchomiono procesy, w których akcent na praktyczność i użyteczność prowadzi w konsekwencji do obniżenia poziomu intelektualnego społeczeństw, które dzięki powierzchownej wiedzy łatwiej pozwalają sobą manipulować i "chętniej" realizują określone "projekty społeczne". Eurocyborg zredukowany do wymiaru ekonomiczno-informatycznego to doskonały materiał na nowoczesnego niewolnika, a także wymarzony odbiorca reklam i propagandy politycznej. Braki w wykształceniu ogólnym sprawiają, że staje się on plastycznym konsumentem i wyborcą.

Koncentracja na pytaniu "jak?" zamiast "co?" i "dlaczego?" w sprzężeniu zwrotnym z popkulturą medialną prowadzi do zadziwiającej prymitywizacji narodów, które wracają do kultury obrazkowej. Dla wielu ludzi jedyną wiedzą, jaką dysponują, jest "wiedza o niczym" czerpana z mediów, która codziennie przykrywana jest nową, tak samo nic nieznaczącą (o życiu gwiazd itp.). W rezultacie takiej szkolno-medialnej edukacji świat jawi się jako nieposkładana mozaika. Ludzie nie znają przyczyn powstawania idei rządzących życiem społecznym i nie są świadomi ich konsekwencji, wskutek czego nie są zdolni do sformułowania niezależnego sądu w danej sprawie, a opierają się jedynie na zasłyszanych sloganach, zabawnie uznając je za swoje. Młody człowiek, który nawet teoretycznie posiada pewne umiejętności logicznego wnioskowania, nie jest w stanie dotrzeć do przyczyn zjawisk społecznych czy trafnie rozwiązać podstawowych dylematów moralnych, gdyż szkoła nie daje mu mądrości w rozumieniu klasycznym.

Sofistyka zarządzania informacjami

Idee preferencyjnego traktowania edukacji państwowej kosztem osobistej oraz kształcenia umiejętności kosztem wiedzy ogólnej znajdują odzwierciedlenie w nowej podstawie programowej. Dzieje się tak pomimo celu kształcenia formalnie zapisanego w dokumencie (w odniesieniu do różnych etapów edukacji), którym jest "przyswojenie przez uczniów określonego zasobu wiadomości na temat faktów, zasad, teorii i praktyk".
Rzecz w tym, że pomimo tej deklaracji owe "zasoby wiadomości" są systematycznie uszczuplane. Dowodem na to są chociażby "dwie rewolucje" wprowadzane rozporządzeniem. Pierwsza polega na profilowaniu kształcenia po pierwszej klasie liceum, druga - na uszczupleniu listy obligatoryjnych lektur. Można odnieść wrażenie, że dla naszych technokratów oświatowych i decydentów partyjnych anachronizmem jest posiadanie wszechstronnego, ogólnego wykształcenia, opartego na oczytaniu i dogłębnej znajomości tradycyjnych kodów kulturowych. Widać tu głęboki brak zrozumienia faktu, że w ludzkiej naturze leży potrzeba poznania prawdy i tym samym znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie stawia sobie każdy człowiek.

Dokument, jak już wspomniano, skręca w kierunku wskazanym przez "Europę", czyli mniej wiedzy, a więcej umiejętności. Te drugie są starannie wyeksponowane w rozporządzeniu: czytanie, myślenie matematyczne, naukowe, umiejętności komunikowania, sprawnego posługiwania się technologiami informacyjnymi, wyszukiwania i selekcjonowania informacji, rozpoznawania własnych potrzeb edukacyjnych czy umiejętność pracy zespołowej. Związane są z nimi pewne paradoksy. Oto z jednej strony akcentuje się umiejętność czytania, a z drugiej odchudza listę lektur. Preferuje "myślenie matematyczne" czy "naukowe", a poprzez profilowanie obcina liczbę godzin ćwiczących te typy myślenia. Doprawdy trudno zrozumieć rzeczywiste intencje autorów projektu. Poza tym trzeba pamiętać, że same umiejętności bez bazy, jaką jest wiedza, stają się bezużyteczne. Co ciekawe, tę politykę obniżania poziomu szkolnictwa kamufluje się ideami zastępczymi, jak np. wzniosłą ideą "uczenia się przez całe życie" za pomocą technologii informacyjnych.

Umiejętność "zarządzania informacją" bywa uzasadniana gwałtownym "rozwojem nauk" i ich dezaktualizacją oraz zalewem informacji (media, internet itp). O ile takie podejście ma sens w przypadku nauk przyrodniczych czy technicznych, o tyle wrzucanie ich do jednego worka z naukami humanistycznymi jest co najmniej nadużyciem. Wzorce płynące z klasycznej literatury i filozofii oraz - przede wszystkim - z religii pozostają w swojej osnowie nienaruszone. Trudno w tym przypadku mówić o postępie i dezaktualizacji w rozumieniu nauk empirycznych.

Znany teoretyk nauk o wychowaniu, austriacki profesor Wolfgang Brezinka, mając na uwadze argument o rzekomym dezaktualizowaniu się wiedzy poprzez intensywny "rozwój nauk", zauważa: "Jest to niebezpieczna przesada wykorzystywana po to, aby pomniejszyć wartość samego posiadania wiedzy i przekonywać, że ważniejsze są techniki jej zdobywania. Jest to środek używany z wyrafinowaniem, aby odwodzić od wiarygodnych tradycji, wzbudzać lęk przed zacofaniem i stwarzać klimat ciągłego podniecenia intelektualnego, w którym wszystko nowe uważane jest (bez żadnego rozróżnienia) za coś lepszego niż stare" ("Wychowanie i pedagogika w dobie przemian kulturowych", Kraków 2005, przekł. ks. Jerzy Kochanowicz SJ, s. 113-114).

Teza, że koncentracja na technikach zdobywania wiadomości jest tylko środkiem do osiągnięcia określonych celów ideowych - i to środkiem "używanym z wyrafinowaniem" - wydaje się w tym kontekście wielce prawdopodobna. Bezpośrednim skutkiem oparcia szkoły na tak rozumianych technikach "zarządzania informacją" będzie odcięcie od tradycyjnej kultury europejskiej i jej kanonów cywilizacyjnych. Zakłada się bowiem, iż dając uczniom narzędzie w postaci umiejętności korzystania z nowych technologii, wyręczy się szkołę w jej podstawowych zadaniach. Realia są jednak takie, że jeśli młody człowiek nie dowie się w ławie szkolnej, czym są Prawda, Dobro i Piękno, to trudno przypuszczać, by odnalazł je po omacku w "sieci" i innych mediach. Nie pomoże mu ani "sprawne myślenie" przyrodnicze, ani matematyczne badanie przez PISA (Programme for International Student Assessment - Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów). Jedynym wymiernym efektem takich działań będzie umożliwienie "tłoczenia" propagandy do młodych głów za pośrednictwem mediów i sprytnie rozgrywanej "neutralności światopoglądowej" w programach szkolnych.

Lektury i profilowanie

Znaczącym krokiem w kierunku dalszego obniżenia poziomu kształcenia nadchodzących pokoleń jest, wspominane już, ale wymagające szczególnego podkreślenia, ustanowienie nowego kanonu lektur i przejście na czytelnictwo "fragmentaryczne", typowe dla krajów zachodnich. Dzieci mają wyrabiać w sobie umiejętność czytania poprzez lekturę 4 książek rocznie w szkole podstawowej (drugi etap), 5 - w gimnazjum, i 13 w liceum (przez cały okres nauczania). Reformatorzy zastrzegają, że to minimum, jednak życie pokazuje, iż minimum w wielu przypadkach stanie się obowiązującym standardem. (Niewykluczone, że kampania: "Cała Polska czyta dzieciom", z czasem nabierze innego znaczenia i obejmie swym zakresem również dzieci starsze). Cechą omawianego dokumentu, na co zwracają uwagę poloniści, jest odchodzenie od klasyki. Dominuje głównie literatura współczesna. Czy sezonowi pisarze, często lansowani za politycznie poprawne poglądy, zasługują na to, aby kształtować wyobraźnię naszych dzieci?

Jako uzasadnienie zmniejszenia obowiązkowej liczby lektur podaje się względy praktyczne i tzw. realia współczesnej szkoły. Względy praktyczne to zbyt duże ilości materiału do przerobienia, przy odpowiednio małej ilości czasu na jego realizację. Taka sytuacja nie jest jednak wynikiem opieszałości nauczycieli, ale stanowi pokłosie poprzednich reform, a konkretnie zredukowania nauki w liceum do trzech lat. "Realia" zaś polegają na posiłkowaniu się argumentem, że dzieci i tak nie czytają, ściągając z internetu opracowania (tzw. bryki). Zakłada się, że mniejsza liczba lektur poprawi jakość czytania. W pewnych okolicznościach mniejsza liczba lektur przy wzmożonej ideologizacji rzeczywiście może być korzystna. Czasami lepiej nie czytać nic, niż czytać pozycje mało wartościowe. Z drugiej strony (już całkiem poważnie), jaką mamy pewność, że uczniowie po reformie będą rzeczywiście czytali tę nową, mniejszą liczbę książek? Odpowiedź może być tylko jedna: pewności nie ma żadnej. Bo niby dlaczego coś ma się w tym względzie zmienić. Rzecz w tym, iż przyjmując logikę "odchudzania kanonu", wchodzimy na równię pochyłą, która w przyszłości doprowadzi do dalszej redukcji obligatoryjnych pozycji książkowych do jednej czy dwóch (jak to jest w krajach zachodnich). Co więcej, czytanie tych dwóch lektur również będzie dla uczniów wysiłkiem ponad miarę.

Kolejną przesłanką świadczącą o wchodzeniu na równię pochyłą jest wprowadzenie profilowania po pierwszej klasie liceum. Takie rozwiązanie ma ponoć lepiej przygotować uczniów do matury, niemniej kosztem ogólnego wykształcenia. Uczniowie będą uczyć się w zakresie podstawowym i rozszerzonym. Po ukończeniu pierwszej klasy otrzymają możliwość wyboru między profilem humanistycznym a matematyczno-przyrodniczym, np. wybierając profil matematyczno-przyrodniczy, zakończą tym samym kurs historii po pierwszej klasie. Historyk, prof. Andrzej Nowak, zwrócił ostatnio w "Rzeczpospolitej" uwagę na to, iż w ten sposób zostanie w stopniu zasadniczym zakłócony proces przyswajania, tak istotnej z punktu widzenia kultury ogólnej i świadomości narodowej, wiedzy historycznej. Niewielkim pocieszeniem wydaje się wprowadzenie dodatkowego przedmiotu "historia i społeczeństwo", który ma niejako "zamortyzować" upadek. W dyskusji na łamach "Rzeczpospolitej" głos zabrały prof. Jolanta Choińska-Mice oraz dr Anna Radziwiłł, pracujące w zespołach przygotowujących reformę. Autorki przekonywały, że zagrożenia "końca historii" nie ma, przywołując m.in. zastępczy przedmiot. W argumentacji zwolenniczek reformy tkwi jednak fundamentalna sprzeczność. Skoro w nauczaniu historii nic się tak naprawdę nie zmieni, to po co właściwie wprowadza się profilowanie? Ma ono określony cel, a jest nim przygotowanie do matury w zakresie konkretnych przedmiotów: matematyczno-fizycznych lub humanistycznych, a to zawsze musi odbywać się określonym kosztem.
Po cichu wprowadzana zostaje jeszcze jedna zmiana. Gimnazjum i liceum w obrębie takich przedmiotów, jak np. wspomniana historia, staje się jedną szkołą. Do tej pory był to przedmiot nauczany koncentrycznie, czyli na różnych etapach kształcenia powtarzano w sposób pogłębiony te same treści. Służyło to utrwalaniu wiedzy, ale także jej lepszemu rozumieniu, gdyż wraz z wiekiem uczeń poznawał nowe konteksty danego wydarzenia. Teraz kurs gimnazjalny będzie kontynuowany w pierwszej klasie liceum, stanowiąc jedną całość. Tym samym powstaje gimno-liceum.

Bezideowość?
Kolejnym elementem rzucającym się w oczy jest (deklaratywna) bezideowość omawianej podstawy. W praktyce prowadzi to do pojawienia się sprzeczności i uciekania w ogólniki. Przy realizacji niektórych umiejętności czy zadań nie można bowiem abstrahować od konkretnych systemów filozoficznych czy religii. Przykładowo, wśród umiejętności wymienia się "umiejętność wyszukiwania, selekcjonowania i krytycznej analizy informacji". Otóż żeby krytycznie analizować informację, trzeba dać dzieciom kryteria, punkt wyjścia, który będzie oparty na... konkretnym światopoglądzie czy systemie myślowym. Jaki to będzie system, oficjalnie się nie mówi. Idźmy dalej, w dokumencie napisane jest np., że każdy "nauczyciel powinien poświęcić dużo uwagi edukacji medialnej, czyli wychowaniu uczniów do właściwego odbioru i wykorzystania mediów". Znowu ciśnie się na usta pytanie: Co oznacza w tym przypadku słowo "właściwy"? Co ma decydować o "właściwym odbiorze i wykorzystaniu mediów"? Czy nauczyciel ma określić niewłaściwe gazety? Bez preferencji jakiegokolwiek "systemu wyjściowego" popada się w absurd.
W innym miejscu czytamy: "W rozwoju społecznym bardzo ważne jest kształtowanie postawy obywatelskiej, postawy poszanowania tradycji i kultury własnego narodu, a także postawy poszanowania dla innych kultur i tradycji. Szkoła podejmuje odpowiednie kroki w celu zapobiegania wszelkiej dyskryminacji". Co w sytuacji, gdy poszanowanie tradycji i kultury własnego narodu będzie się kłóciło z pewnymi formami zachowań, które mają nie być dyskryminowane? (Zapis ten to niewątpliwie ukłon w stronę oczekiwań unijnych).

Problem takiej szkoły polega na tym, że nie uczy ona niezmiennych zasad, bo w "pluralistycznym" świecie po prostu nie może. Jeśli zaś nie może uczyć tego, co najważniejsze, to można zapytać, czego właściwie uczy?
Niemniej, tak jak wspomniałem, naiwnością byłoby wierzyć w ten bezideologizm. Można powiedzieć, iż ma on wymiar głównie propagandowy. Należy również pamiętać, że akcent na "użyteczność" i "umiejętności" ma podłoże filozoficzne i polityczne. Tam, gdzie zostawia się niedookreślone kryteria czy wrzuca się do jednego worka kilka sprzecznych ze sobą haseł, wcześniej czy później da o sobie znać ideologia. Pomimo deklarowanej neutralności w odpowiednim momencie ujawnią się ideologie preferowane.

środa, 5 sierpnia 2009

Szkolnictwo prywatne a edukacja klasyczna

Kształcenie zgodnie z wzorcami greckiej paidei i christianitas, dzięki głębokiej erudycji i położeniu akcentu na formowaniu charakteru, dobrze przygotowywało młodzież do realnego życia i dalszego kształcenia zawodowego (specjalistycznego). Dlatego przedwojenna szkoła klasyczna obok wychowania religijnego kładła nacisk na poznanie kultury antycznej (greka, łacina), kultury narodowej, a także wychowywała poszczególne cnoty moralne, nawiązując do ideału kalos kai agatos (piękny moralnie).

Niestety, współcześnie mamy do czynienia z praktycznym zaniechaniem edukacji w sensie klasycznym. Wedle jednej z opinii szansą na jej rozwój jest upowszechnienie szkolnictwa prywatnego. Trudno nie przyznać racji temu myśleniu. Jednak równocześnie nie można zapominać, iż dzisiejsza oświata niepubliczna w swej treści niewiele ma wspólnego z dawną paideią .


Szkoły prywatne w awangardzie postępu

Szkoły niepaństwowe zaczęły powstawać w Polsce po roku 1989, jako przeciwwaga dla szkolnictwa postkomunistycznego. Różniły się od oświaty oficjalnej przede wszystkim nową filozofią edukacji. Wraz z nimi przywędrowała do Polski tzw. pedagogika wolnościowa. Nierzadko uczniowie i nauczyciele byli tam „partnerami” w poszukiwaniu wiedzy.

W placówkach tych pełnymi garściami czerpano ze wzorców edukacji alternatywnej, kontestując tzw. „pedagogikę totalitarną”. Co ciekawe, zaliczano do niej nie tylko oświatę komunistyczną, ale także katolicką, której negatywnym symbolem medialnym stały się zakonnice z Szymanowa.

Z czasem mechanizmy rynkowe sprawiły, że „szkoły niepubliczne” spragmatyzowały się i nastawiły na „sukces”, co wymusiło pewne zdystansowanie do idei „wolnej szkoły”. Niemniej wciąż funkcjonuje wiele placówek, które w dalszym ciągu znajdują się pod wpływem edukacji alternatywnej, a światopoglądowo są raczej odległe od Kościoła. O tym może świadczyć chociażby fakt, iż Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, skupiające wiele organizacji i stowarzyszeń prowadzących szkoły niepubliczne, wystąpiło do Trybunału Konstytucyjnego, zaskarżając słynne rozporządzenie min. Romana Giertycha o wliczaniu oceny z religii do średniej.

Dwie formy funkcjonowania

Aktualnie można mówić o dwóch formach funkcjonowania szkół prywatnych: pierwsza obejmuje placówki zazwyczaj przyjmujące uczniów zgodnie z zasadą każde nazwisko „na wagę dotacji”; druga obejmuje szkoły „elitarne”, prowadzące ostrą selekcję i stawiająe młodzieży wysokie wymagania.

Powyższe rozróżnienie wskazuje, iż mechanizmy rynkowe niekoniecznie promują tylko placówki szkolące na wysokim poziomie merytorycznym. Rynek stwarza również popyt na tzw. „szkoły-przechowalnie”. Ich oferta – w pewnym uproszczeniu oczywiście - brzmi: „świadectwo za czesne”. Kara w postaci wyrzucenia z takiej szkoły praktycznie nie istnieje. Właścicielowi zależy bowiem, by na liście znajdowało się jak najwięcej uczniów. Nauczycielowi pozostaje stosowanie „uporczywej terapii”, polegające na prowadzeniu permanentnego „dialogu z uczniem”. Uczniowie chętnie „dialogują”, czekając końca roku szkolnego i wydania świadectwa, zgodnie z zasadą „płacę i wymagam”.


Z kolei tzw. szkoły „elitarne” wykorzystują popyt na profesjonalne przygotowanie do egzaminów państwowych (np. matura) czy egzaminów na studia. Nie można ich mylić ze wspomnianymi na wstępie międzywojennymi gimnazjami klasycznymi. Ich „elitaryzm” ma charakter matematyczno-przyrodniczy bądź humanistyczny, ale już w rozumieniu pooświeceniowym.

Pytanie o przyczyny marginalizacji

Nie trudno zauważyć, że w obecnym systemie nie ma miejsca dla szkoły klasycznej. Oczywiście, nie da się wykluczyć istnienia placówek, które usiłują coś robić w tym kierunku. Pewne elementy takiego kształcenia odnajdujemy też w ramach obowiązujących, państwowych programów szkolnych. Niemniej, marginalizacja kształcenia klasycznego jest faktem.

Szukając odpowiedzi na pytanie o przyczynę tego stanu rzeczy, należałoby w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na upolitycznienie systemu szkolnictwa, który nastawiony jest na realizację polityki poszczególnych partii oraz dyrektyw unijnych. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że aktualnie nie ma „popytu” na edukację klasyczną. Upowszechniło się bowiem przekonanie (spotykane nie tylko na lewicy, ale i na prawicy), iż szkoła powinna być praktyczna i akcentować wiedzę techniczną (w nomenklaturze starożytnych artes serviles – sztuki niewolnicze). Przyjęcie takiej zasady prowadzi do kształcenia dzieci z punktu widzenia ich przydatności do realizacji określonego „projektu społecznego”, rozwój osobowy staje się drugoplanowy.

Szansa na przełom?

Próba ożywienia edukacji klasycznej musi wiązać się z odkłamaniem mitu o jej nieprzydatności. Najlepszą drogą byłoby przeprowadzenie kampanii tak, aby wytworzyć popytu na ten typ kształcenia. Warunkiem jest doprowadzenie do przełom w myśleniu o priorytetach w edukacji. Nie znaczy to oczywiście, iż działanie na rzecz upowszechnienia oświaty niepublicznej należy zaniechać. Wręcz przeciwnie, rozwój prywatnej szkoły, która jest jednym z fundamentów cywilizacji łacińskiej, otworzyłby wiele nowych możliwości, zmobilizował do działania szersze kręgi społeczne, wyzwolił skrywany dotychczas potencjał ludzki, dał większą swobodę myślenia, przez co sprzyjałby odkrywaniu prawdy o istocie wychowania. A tą prawdą jest uświadomienie sobie, że człowiek w okresie dorastania powinien w pierwszej kolejności zostać odpowiednio udysponowany do życia. W jaki sposób tego dokonać już przed wiekami opisali filozofowie greccy, rzymscy i katoliccy, tworząc podwaliny pod szkołę klasyczną.